Legia Warszawa genialnie wystartowała w Lidze Europy, czego nie można powiedzieć o rozgrywkach ligowych. Trener tłumaczy to ciężkimi nogami, ale czy nie bardziej zmęczone są głowy?

Mieszkam w Wielkiej Brytanii, więc jestem nieobiektywny, tutaj mistrz kraju gra na kilku frontach. Premier League, Champions League, Puchar Anglii, Puchar Ligi. Praktycznie cały sezon drużyna gra co 3-4 dni, mało tego pamiętam sytuację z 2019 roku, gry drużyna Jurgena Kloppa zagrała dwa mecze w dwa dni, mało tego jeden w Anglii, drugi na KMŚ w Katarze.

Czytając to powiesz, że nie ma co porównywać, że tam grają drodzy piłkarz itd. Ale ja uważam inaczej – są to tacy sami ludzie. Mają po dwie ręce, po dwie nogi i jedną głowę i moim zdaniem o tą głowę właśnie chodzi.

Ktoś z moich znajomych usprawiedliwiał Legię, że nasze drużyny nie są przyzwyczajone do gry “co trzy” dni. Teza wydaje się trafna, co pokazał jakiś czas temu Lech, który odpuszczał mecze ze świetnymi europejskimi drużynami, na rzecz ligowych rozgrywek. Ale wszystkie te tezy to bujda na resorach. Nasze drużyny są zwyczajnie źle przygotowane, tak jak zawodnicy, którzy są rozpieszczani i traktowani jak zawodowcy, a są pół amatorami na wysokich kontraktach. Każdy polski talent, który wyjeżdża grać za granicę mówi, że tam się tak ciężko trenuje, że na początku nie widać na oczy i chce się wymiotować, wszędzie jest większa intensywność, mniej czasu na przyjęcie i rozegranie.

Pytam się, co w takim razie robił taki zawodnik i jak trenował w polskiej drużynie z najwyższej klasy rozgrywkowej? Piłkarzy się głaska, rozpieszcza i dba o Jego satysfakcje. Nie daj Boże, że taki zawodnik zagrał kiedyś w juniorach Realu Madryt, to już w ogóle trzeba na niego chuchać i dmuchać, bo może w wieku 28 lat w końcu odpali…

Lenistwo – trenerów i piłkarzy, to jedyny problem naszej piłki. Dlaczego każda drużyna nie przygotowuje się tak, jakby miała grać co 3 dni, aby być do tego przygotowanym w każdej chwili i cały sezon? Te piłkarskie talenty wyjeżdżające za granice nie zawsze jadą do drużyn z topu, często do tych które zamykają tabelę w swojej lidze, a mimo to tam się zapierdziela, zawsze i bez względu na miejsce i układ w lidze.

Fajnym przykładem wysokiego poziomu treningu i intensywności był „chwilowy” trener Wisły Kraków – Peter Hyballa. Zawodnicy mówili, że nigdy tak ciężko nie trenowali, a zawodnicy z zagraniczną przeszłością mówili, że to normalne na zachodzie. Tak, wiem, miał problemy, najdelikatniej nazwijmy to.. mentalne – ale na treningu się znał. A efekty było widać od samego początku, wszyscy zachwycaliśmy się gegenpressingiem, ale jak wiemy wszystko szybko zdechło przez sytuacje poza boiskowe.

Zobaczcie, każda porażka Legii jest usprawiedliwiana ciężkimi nogami, terminarzem… do jasnej!!! – przecież wiedzieli dawno temu i musieli zakładać, że tak to będzie wyglądać, mało tego, powinno to tak wyglądać każdego roku – więc po prostu sztab powinien lepiej przygotować zawodników, a jeśli buntują się na ciężkie metody, a wpadli dograć sobie piłkarską emeryturę, to tak my europejskiego poziomu nie zbudujemy.

Warto tu zacytować trenera Papszuna (którego mega szanuję), znalezione na Facebooku:

“Piłkę trzeba kochać, to musi być pasja. Oni by chcieli na treningach grać w “dziadka”. Mówię: nie ma problemu. Macie do dyspozycji boisko, proszę przyjechać 2 godziny wcześniej, nikt was nie wygoni. Ktoś przyjeżdża? Nie.

Przyjeżdżacie do pracy, więc na treningach macie robić to, czego się od was wymaga. Czy masz biegać, robić pompki, strzelać – to masz to robić, bo to twoja praca. W Polsce się utarło, że zawodnikowi musi się podobać trening. Co to ma być? A pani w Biedronce się podoba praca na kasie? Pani ma wykonywać pracę, której się podjęła. Nie chodzi o to, żeby się podobało. Trening ma być skuteczny, a nie się podobać. Niektórzy trenerzy sami wpędzają się w kozi róg. Robią treningi, które się podobają zawodnikom, ale nie przynoszą efektów. Mnie w ogóle nie interesuje, ja nawet nie chcę o tym słyszeć, czy mój trening się komuś podoba, czy nie.

Jak piłkarze na treningach ciągle grają i strzelają, później nie wiedzą, co robić na boisku. Później wyjdzie taki i powie: – On nas niczego nie nauczył, nie wiemy nawet, jak się mamy poruszać! A jak wiedzą, jak się poruszać, ale przegrywają: – Brakuje nam czucia piłki, mamy za mało gierek! Zawsze jest jakieś wytłumaczenie.

U nas bieganie czy przygotowanie fizyczne to w ogóle chore podejście. Że zawodnik jest nieprzygotowany. No jak może być nieprzygotowany? To tak jak pani z Biedronki nie potrafiłaby obsługiwać kasy. Ona musi to umieć, a piłkarz zawsze musi być przygotowany. I to nie jest rola trenera. Jak powie publicznie, że jest nieprzygotowany, to znaczy, że to leń i nierób, który chce się tylko wymigać.”

Skończmy więc z wymówkami i weźmy się za pracę, leni wywalmy do jeszcze gorszych lig.. bo oni są rakiem naszej ligi.

Wielu się śmieje lub śmiało z Franciszka Smudy. Fakt, Jego warsztat może nie był wykwintny, ale był skuteczny. Kiedy przyszedł do Zagłębia Lubin i wziął się ostro za pracę, przyszedł do niego aktualny kapitan i poprosił o dzień wolnego, bo są zmęczeni po meczu – ponoć skończyło się dodatkowym treningiem i wbiegnięciem na górę śnieżkę. Nie mówię, że należy gnębić i zajeżdżać zawodników, absolutnie nie, ale sztaby szkoleniowe są na tyle duże, że muszą być przygotowane na każdą okoliczność, a szczególnie na grę co 3 dni i w ogóle nie brać pod uwagę, że terminarz może wyglądać inaczej, jeśli wygląda to w środku tygodnia powinna się odbyć mocna gra wewnętrzna symulująca mecz – tylko tak możemy dogonić Europę.

Mimo powyższego tekstu, chcę też lekko usprawiedliwić włodarzy Legii Warszawa. Ostatnio jeden z moich kolegów, fanatyk Legii wybrał się na mecz, bilet kosztował go 20 zł. Ja się pytam za co my mamy te kluby budować? Minimalna stawka godzinowa w Polsce to 19 zł? Poważnie, kibicu, nie wydał byś więcej na wsparcie swojej drużyny? Bilet to nie wejściówka za oglądanie meczu, to zrzutka na zawodników, boisko, pracowników itd. – tak musimy o tym myśleć. Musimy wierzyć, że każda złotówka będzie dobrze wydana, a klub powinien się z tego transparentnie rozliczać. A póki co wymagania budowy wielkich drużyn za 20 zł od meczu są zabawne i smutne równocześnie.

Praca, praca i inwestycje – tylko wtedy może się coś zmienić, ale w sumie po co? Jest wygodnie, dobrze płacą, jest telewizja, jest popularnie, trochę jak jajko niespodzianka, ładnie zapakowana, słodka, ale pusta w środku..

Naprawmy głowy, popracujmy nad nogami – nie narzekajmy, bo to my jesteśmy słabi, a nie inni. 


BARTOSZ LISOWSKI

https://prawdafutbolu.pl/artykuly/zadyszka-legii-zmeczone-nogi-czy-glowy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.