Z okazji dzisiejszego święta mam dla czytelników PM mały, ale bardzo osobisty prezent. Jest to fragment prywatnych zapisków, które wykonałem pod koniec grudnia zeszłego roku. Bez dalszych wstępów – tak widziałem sytuację pięć miesięcy temu:

W naszym, polskim, otoczeniu mechanizmy i tory na jakie wpada historia odczuwane są jeszcze bardziej wyraźnie. O ile w historii nie było bezpośredniego starcia między USA a Chinami, tak rywalizacja między Rosją, a Polską trwa od kilku wieków, dlatego łatwiej mi wyczuć analogie historyczne. Jest to niesamowicie wciągające i fascynuje niezmiennością schematu, ale i bardzo niepokojące. Zmieniają się pewne warunki i technika, zmieniają się nazwy, zmieniają się ludzie, ale wciąż spokój i bezpieczeństwo rdzenia Polski zależy od statusu Ukrainy i Białorusi, tak jak kiedyś dzikie pola, oraz WKL tworzyły naturalny bufor, pole walki między Moskwą, a Rzeczpospolitą. Trzymając się tej analogii Białoruś (WKL) jest dziś już niemal zupełnie jawnie w rękach Rosji, co wykorzystywane jest do tworzenia napięcia w postaci uchodźców z bliskiego wschodu próbujących przedostać się na teren Unii Europejskiej. Ukraina, póki co niepodległa, ma na karku tlący się konflikt w Donbasie i zajęty przez Rosję Krym. Ostatnimi dniami groźby realnej inwazji są coraz mocniej kierowane z Moskwy. Ukraina zamierza się bić, gdy przyjdzie co do czego, ale prosi też o pomoc, która jest jest jej udzielana bardzo oszczędnie, a w niektórych przypadkach nawet jest blokowana (Niemcy w listopadzie zablokowali transport broni na Ukrainę). Polska wydaje się rozumieć powagę sytuacji, ale pozostaje pytanie czy ma siły na to, by realnie oddziaływać na wschód od swoich granic. Zarówno w sferach rządowych, jak i niezależnych problem i wyzwanie zostało zauważone. Różne są proponowane sposoby na reakcje, ale nad Wisłą mamy już chyba intuicyjne czucie naporu ze wschodu. Niektóre analizy mówią mniej, lub bardziej bezpośrednio, że być może nasz moment już przepadł, że nie mamy sił udźwignąć ciężaru samostanowienia i gry w tej części świata. Być może kolejne rozdanie przyjdzie w następnym pokoleniu i byłaby to bardzo smutna konkluzja, gdyby okazało się, że zarówno pokolenie moje, jak i pokolenie moich rodziców nie dało rady udźwignąć tej odpowiedzialności.

Na koniec roku 2021 można było mieć wrażenie, że Rosja siedzi przy stole z samymi kartami atutowymi. Kwestią czasu wydawało się rozpoczęcie pracy NS2. Wielu obawiało się, że w przypadku wojny z Rosją, Ukraina nie da rady bronić się dłużej, niż kilka dni. Niemcy wydawały się czekać z otwartymi ramionami na pełną współprace z Rosja na polu surowców energetycznych. Dla nas coraz mocniej realnym wydawał się scenariusz graniczenia z Rosją, lub bardziej ściśle – z terytoriami od niej zależnymi, od północy (Królewiec), jak i wzdłuż długiej, wschodniej granicy (Białoruś+Ukraina). A teraz, pięć miesięcy później? Sytuacja może potoczyć się jeszcze różnie, ale to w jakim miejscu niespodziewanie się znaleźliśmy przyprawia o zawrót głowy. Historia tak mocno przyśpieszyła, że nagle nawet z racji samego położenia na mapie, odgrywamy ważną rolę w regionie, wspierając to jeszcze dodatkowymi działaniami. Kto, będący przy zdrowych zmysłach, mogły jeszcze trzy miesiące temu wymyślić scenariusz w którym polskie czołgi, obsadzone ukraińskimi załogami, będą walczyć z Rosją na łuku Donbaskim?

Wszystkie te wydarzenia bardzo ważą. Wiele książek zastanie napisanych o dniach, które jeden po drugim prezentują kolejne akty wojny. Niewielu chyba ma jeszcze wątpliwości, że tam, na stepach Ukrainy rozgrywa się też i nasza przyszłość. W takich realiach obchodzimy dzisiejsze narodowe święto. A jest to chyba pierwsze takie święto, które osobiście obchodzę z dumą. Z dumą nie tylko wywołaną naszą przeszłością, ale i taką, która wynika z teraźniejszości. Jest to spowodowane postawą polskiego społeczeństwa, które dało piękny przykład przyzwoitości i solidarności z krzywdzonym narodem. Liczba uchodźców w naszym kraju stanowi najlepszy dowód dobra istniejącego jeszcze w polskich duszach. Ale i ze sfer zarządzających trafił się przykład idący w poprzek wielu doświadczeniom poprzednich lat. W momencie, gdy Rosja ogłosiła wreszcie, to niemal przysłowiowe, „zakręcenia kurka z gazem” nie wywołało to w naszym kraju większego poruszenia. Stać się mogło tak tylko dlatego, że państwo polskie przygotowywało się (a trwał ten proces przez lata) na taką ewentualność. W tym przypadku Polak „nie po szkodzie głupi”. To miła odmiana i może nawet dająca nadzieję. Oby więcej takich świąt z „nadzieją”. Państwu też takich życzę.

Andrzej Smoleń

Gdyby ktoś życzył sobie dostawać powiadomienia o moich kolejnych tekstach, stworzyłem profil na Twitterze. Zapraszam chętnych do obserwowania:

https://twitter.com/andrzej_smolen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.