Emigracja nie jest zjawiskiem nowym. Pewne części świata mają już „długoletnie tradycje” w tej dziedzinie, między innymi obszar południowej Polski wydaje się być niewyczerpanym źródłem emigrantów. Tereny zaboru austriackiego, stworzone przez nich królestwo Galicji i Lodomerii (nazywane przez ówczesnych złośliwców Golicją i Głodomerią) przeszły do przysłowiowego określenia biedy. Każdy chyba zna historię „górali” (ale i innych Galicjan, także tych z dzisiejszej Ukrainy) wędrujących za chlebem do Ameryki. Ale były też emigracje do Prus, Francji, czy nawet ruchy wewnętrzne, jak te na ziemie odzyskane po II wojnie światowej, lub na Śląsk po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Tej ostatniej poświęcona została broszura „Walka o duszę polskiego dziecka: czarna lista sprzedawczyków dzieci polskich w zagłębiu ostrawskiem na Śląsku”. W broszurze tej podano nazwiska i miejsce pochodzenia tych robotników, którzy odcięli się od polskości w taki sposób, że zapisali swoje dzieci do szkół czeskich lub niemieckich. Fragmenty broszury poniżej (w pisowni oryginalnej), a całość publikacji w linku na końcu. Ze swej strony chciałbym tylko zwrócić uwagę na to, że dziś taka lista nie mogłaby się ukazać. Mamy ochronę danych osobowych.


Pierwszą podwaliną każdego narodu jest bezsprzecznie – ziemia i człowiek.

Usuwa się nam spod nóg zagon ojczysty, to równocześnie kurczy się i nasza ojczyzna. Ale nawet po utracie ziemi jeszcze naród istnieć może, choćby na obcej ziemi, choćby na gorzkiem tułactwie. Natomiast z wymarciem ostatniego człowieka danego narodu i naród jako taki istnieć przestaje raz na zawsze.

Człowiek zatem jest pierwszym i najważniejszym skarbem w narodzie, a kto ten skarb zmarnuje lub zaprzedaje obcym, uważany jest od wieków za najpodlejszego zdrajcę, za sprzedawczyka, własnej krwi.

Brzydzimy się słusznie zdradą władnych rodaków na wojnie lub w pokoju, ale największe obrzydzenie i pogardę obudzić w nas musi

zaprzedawanie własnych dzieci.

[…]

Niestety nawet w tej wielkiej chwili dziejowej jesteśmy świadkami ohydnej zdrady narodowej całych mas naszego ludu, której skutki dla kresów zachodnich są wprost katastrofalne. Oto dziś jeszcze dziesiątki tysięcy polskiej młodzieży czeszczy się germanizuje dobrowolnie na Śląsku Cieszyńskim i pograniczu Moraw, nie dla braku szkół polskich (tych jest dostateczna ilość), ale ze złej woli i ciemnoty własnych rodziców. Najsmutniejsze zaś to, że rodzice ci w 80 proc., to emigranci zarobkowi z Galicyi zachodniej.

[…]

Co roku tak tysiące naszych dzieci obojga płci idzie w jasyr czeski i niemiecki, co roku tysiące dusz i ciał traci ojczyzna bezpowrotnie na swoją zgubę, a na niepomierny i nadnaturalny rozrost potęgi przeciwnika.

W szkołach czeskich i niemieckich obniża się lub zupełnie zatraca poczucie narodowe, z natury obcego języka następuje niedorozwój umysłowy polskiego dziecka, a z tem łączy się także obniżenie poziomu etycznego.

[…]

Pokazujemy tę ranę nie dla czczej krytyki, ale z miłości i wołamy donośnym głosem: ratujcie, bo Polska nie ma krwi na stracenie! Apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli w Galicyi zachodniej, zwłaszcza do duchowieństwa i całej inteligencyi wiejskiej i miejskiej, by targnęli sumieniem ludu, emigrującego na Śląsk, by nie przedstawiali całą ohydę zdrady narodowej przez zaprzedanie swoich dzieci Czechom lub Niemcom, a mamy nadzieję, że oddziaływanie takie nie pozostanie bez wpływu.

https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/337194/edition/318565/content

Autor: Andrzej Smoleń

https://twitter.com/andrzej_smolen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.