Nie cierpię polityki. Przyznaje się do tego szczerze i nie będę ukrywał faktu, że od zawsze twierdziłem, że polityka to zło konieczne tego świata. Ale w pewnym etapie swojego życia dochodzimy do takiego momentu, że trzeba się tym złem zainteresować, bo coraz mocniej wchodzi nam ono z butami w życie. I uważam, że właśnie znalazłem się w tym punkcie, ze warto zadbać o swoje prawa. Szczególnie, jeśli żyje się poza granicami własnego kraju.

6 maja 2021. To dziś przypada najważniejsza data w najnowszej historii wyborów lokalnych w Anglii, ale przede wszystkim w Liverpoolu. To miasto od grudnia żyje tym wydarzeniem i stoi przed jednym z najważniejszych wyborów w ostatnich kilku latach. Miasto, które do tej pory było ostoją Partii Pracy, mierzy się z najtrudniejszym wyborem od dekad. A jest o co grać. Joe Anderson rządził niepodzielnie od 2010 roku i dopiero jego grudniowe aresztowanie związane z postawieniem zarzutu korupcji spowodowało, że Anderson zrezygnował ze swojego stanowiska, jednocześnie nie przyznając się do przestępstwa.

Wydarzenia z grudnia spowodowały, że w radzie miejskiej doszło do gruntownej inspekcji ze strony brytyjskiego rządu, a jej wyniki zaszokowały lokalnych mieszkańców. Znaleziono dowody na liczne zaniedbania, a wielu ludzi uważa, że rezultaty z kontroli przedstawione w raporcie Maxa Callera mogą mieć istotny wpływ na wynik dzisiejszych wyborów samorządowych.

Te wybory dotyczą również Polaków żyjących w Liverpoolu. Nasza mniejszość narodowa jest jedną z większych w tym rejonie, więc tym bardziej każdy nasz głos będzie miał znaczenie. Nieważne, na kogo oddacie głos, to robiąc to, przyczynicie się do rozwoju hrabstwa Merseyside w taki, a nie inny sposób. Większość z was z pewnością otrzymała biuletyn, w którym zawarto informacje na temat sylwetek oraz głównych założeń programów wyborczych każdego z siedmiu kandydatów ubiegających się o stanowisko burmistrza miasta Liverpool.

Po zawirowaniach w Partii Pracy kandydatką na stanowisko burmistrza została Joanne Anderson, która w żaden sposób nie jest spokrewniona z Joe Andersonem. Jej konkurentami są Richard Kemp z Partii Liberalnych Demokratów (LibDem), lidera Partii Zielonych Toma Crone (wywiad z radnym mogliście przeczytać na łamach naszego portalu) czy kandydata niezrzeszonego z żadną partią polityczną Stephena Yip. Na wsparcie liczą również Steve Radford (Partia Liberalna), Katie Burgess z Partii Konserwatywnej czy Roger Bannister z Koalicji Socjalistów i Związków Zawodowych (TUSC).

Przyznaję, że kontaktowaliśmy się ze wszystkimi kandydatami, by porozmawiać na temat ich programów, lecz niestety ze względu na brak czasu i napięty terminarz nie udało nam się wszystkiego spisać i opublikować. Z siedmiu startujących otrzymaliśmy odzew od trójki zainteresowanych: Toma Crone, Stephena Yip i Katie Burgess. Muszę stwierdzić, że najkonkretniej zaprezentował się pan Yip, który startuje bez wsparcia żadnej partii politycznej. I może to właśnie jest to, czego potrzebuje to miasto: świeżej krwi bez całej politycznej otoczki i walki o każdego pensa z naszych podatków, lecz osoby, która chce słuchać i działać. To właśnie jest założeniem Stephena, Scousera z krwi i kości, w którym płynie krew pierwszych emigrantów z najstarszej chińskiej społeczności zamieszkującej Liverpool. I to właśnie z nim i jego poglądami utożsamiam się najbardziej. Cieszę się, że jest ktoś, kto po ewentualnym sukcesie wyborczym, będzie chciał spotykać się ludźmi, słuchać ich problemów i nie bać się zadawać pytań. Jak sam stwierdził: „nie jestem politykiem, ale moje 46 lat doświadczenia w pracy w organizacji charytatywnej dało mi odpowiednie umiejętności oraz zdolności, a przede wszystkim pokorę do tego, by posprzątać bałagan panujący w mieście”. Liczę na to, że kandydat Yip osiągnie sukces w dzisiejszych wyborach i będzie w stanie przywrócić Liverpoolowi utracony blask i tożsamość, z której miasto Beatlesów było od dawna znane.

Nie zamierzam przekonywać was do głosowania na konkretnego kandydata. Szanuję poglądy każdego i uważam, że każdy zagłosuje zgodnie z własnym sumieniem. Zachęcam jednak, by każdy uprawniony oddał dziś głos – czy to w lokalnej komisji wyborczej, czy korespondencyjnie. Liverpool to w końcu nasz dom, a przecież każdy z nas chce czuć się tu jak u siebie. Możemy to zrobić korzystając z naszego prawa wyborczego i liczyć, że tym razem nowa władza miasta będzie nareszcie tą zmianą na lepsze. Jeżeli nawet tak jak ja również patrzycie krzywo na politykę, to i tak idźcie zagłosować. Liverpool potrzebuje zmian, a tylko w ten sposób możemy mu ją dać. I tego wam życzę. Go vote!

Autor: Rado Chmiel

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.