Opisane w poprzednich częściach zagadnienia przypominają zbiór pułapek, pozastawianych przez purystów językowych i ludzi czepialskich z natury, którzy na poprawność używania języka nakładają warstwę snobizmu. Konieczność manewrowania pomiędzy takimi pułapkami, uważne stawianie kroków na grząskim gruncie, skutecznie może zniechęcać do nauki poprawnej polszczyzny. Z pewnością bardzo łatwo doprowadzić sprawę w rejony absurdu, atakować nawet najdrobniejsze błędy z zaciekłością fanatyka, pilnować przestrzegania zasad dla nich samych. Może to mieć jednak skutek dokładnie odwrotny, odstraszyć od wkładania wysiłku, zwłaszcza w otoczeniu, które dość nonszalancko traktuje język (w tym wypadku angielski), w podstawowej, powszechnej wersji, tratując zasady, gramatykę itd. jako dość ogólne, mgliste wskazówki, a nie jako ścisłe wytyczne. Łatwiej płynie się z takim nurtem, który nie wymaga, bądź co bądź, pewnych wyrzeczeń i pracy. By skutecznie wejść na drogę bardziej wymagającą, a szczególnie by w tą podroż zabrać za rękę dziecko, konieczna jest odpowiednia motywacja. Krótkotrwały zapał, jak w każdej dziedzinie życia, nie będzie wystarczający. Nauka języka, zwłaszcza z uwzględnieniem pobocznych wątków, z których kilka zostało wyżej wymienionych, to proces wymagający czasu i systematyczności. By podjąć taką pracę musi istnieć, choćby w mglistych zarysach, nawet odłożona w czasie, korzyść z włożonego wysiłku. Tą nieoczywistą nagrodę, każdy musi wyobrazić sobie sam, dostosować ją do własnych warunków. Spróbuje wymienić tu kilka, które jednocześnie są próbami odpowiedzi na banalne pytania, typu: „czy warto?”

Ponieważ pytanie jest konkretne, warto oderwać je od abstrakcji. Dlatego też argumenty umieszczone zostaną w określonym kontekście: języka polskiego na emigracji, przekazywanego dzieciom wychowywanych poza granicami ojczystego kraju. W takich warunkach oczywiste jest, że językiem „przewodnim” staje się tu język angielski. Jest to naturalny proces, w którym to otoczenie, zwłaszcza kontakt z rówieśnikami, wpływa na szybszy rozwój umiejętności językowych. W związku z tym, nawet w polskiej rodzinie, w domu, gdzie używa się jedynie języka polskiego, naturalne przyswajanie polszczyzny jest mniej efektywne. To język polski musi „gonić” angielski i tu zachodzi potrzeba wspierania, korygowania i zachęcania dziecka. A nie jest to zadanie tak łatwe, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nauka języka, łatwiejsza i i bardziej naturalna odbywa się w „otoczeniu”. Środowisko domu może być za małe, gdy zachodzi potrzeba rozszerzania zbioru słów i pojęć. Tutaj może pojawić się pewna, ważna konieczność wyboru zorganizowania czasu, lub dodatkowych zajęć w taki sposób, by równocześnie zapewniać kontakt z językiem w innych okolicznościach, np. w sobotniej szkole. To realne wyrzeczenia i czasami nieprzyjemne obowiązki. Dodatkowo, jest to proces rozłożony na dłuższy czas, nie można tego zastąpić krótkotrwałym, intensywnym wysiłkiem. Co zatem można dostać w zamian za tą pracę i naukę języka?

Naturalną korzyścią z dwujęzyczności jest…dwujęzyczność. Postawmy kolejny krok dalej w banał – lepiej znać dodatkowy język, niż go nie znać. O wielkich zaletach równoległej, naturalnej nauki dwóch języków napisano osobne wydawnictwa. Jest w tym nawet coś niepokojącego, że w pewnym stopniu należy namawiać polskich emigrantów do nauczania dzieci języka polskiego. Korzyści ze znajomości drugiego języka narzucają się niemal same; przede wszystkim dają możliwość komunikacji z szerszą grupą ludzi, a w naszym przypadku, co zwykle najważniejsze – z rodziną. Często też umiejętność posługiwania się dodatkowym językiem ułatwia zawodową karierę. Nie oznacza to, że za kilkanaście lat ludzie z Wysp Brytyjskich emigrować będą za chlebem nad Wisłę, ale w powszechnym modelu międzynarodowych firm, z rozsianymi po całym świecie oddziałami, nawet tak „egzotyczny” język jak polski może być przydatny. Dwujęzyczność to także bezpośredni dostęp do bieżącej kultury – książek, filmów, czy gier (dziś już chyba należy je zaliczać do kultury, choćby w wersji popularnej). Znajomość języka polskiego daje dokładnie takie same korzyści, jak znajomość jakiegokolwiek innego języka obcego. Część języków oczywiście otwiera możliwości szersze (angielski, hiszpański, niemiecki itp.), ale co do zasady – posługiwanie się kolejnym językiem jest zawsze korzystne w kontekście samej komunikacji.

Język polski nie jest tak powszechny na kuli ziemskiej, jak chociażby hiszpański. Ale może być bardzo pomocny w nauce kolejnego, może bardziej „wpływowego” języka. Po pierwsze wspólne pra -korzenie większości języków europejskich, oraz ich późniejsze przenikane się, nasycanie wielu elementów uniwersalną łaciną i greką sprawiły, że część nauki opierać się może na podobieństwach. Ten mechanizm, ale i pułapki z nim związane, został opisany wcześniej. Każdy, kolejny, poznany język zwiększa pulę słów, z której, na zasadzie podobieństw można łatwiej przyswajać nowe. Podobieństwa i różnice są oczywiście stopniowalne i język polski może mieć mało wspólnego z np. szwedzkim, ale równocześnie daje dużo podczas nauki rosyjskiego, czy czeskiego, ogólniej – języków słowiańskich. W takim przypadku, ktoś mówiący płynnie po polsku, ma zadanie bardzo wymiernie łatwiejsze niż posługujący się jedynie angielskim. Szkoda rezygnować z tak oczywistej korzyści, gdy jej możliwości niejako narzucają się same.

Argument powyższy, o łatwiejszej nauce kolejnego języka w warunkach opanowanej już dwujęzyczności, zaprezentowany był pod kątem „technicznym”. Korzyści są tu niemal namacalne, pomoc opiera się na gotowej bazie słownictwa czy reguł gramatycznych. Istnieje też argument, który nie jest tak jednoznaczny do uchwycenia, a równocześnie bardzo ważny i atrakcyjny. Sama umiejętność mówienia (na odpowiednim poziomie, idealnie – w zakresie określanym z angielska native speaker), w dwóch językach, szybkiego tłumaczenia bezpośredniego pojęć, zasad pisowni i gramatyki, dostrzegania różnic, odpowiedniego operowania akcentami i ogólnie wymową, łatwością przechodzenia w rozmowie z jednego języka na drugi, daje korzyści i wzmacnia sprawność mózgu. Jest to taki organ w ludzkim organizmie, który na podobieństwo do mięśni, podtrzymuje swoją sprawność i potencjał wtedy, gdy jest do tego zmuszany. Ma to szczególne znaczenie wraz z upływającym czasem, bo i tutaj na wzór muskulatury, nietrenowany umysł najzwyczajniej się osłabia. Zauważyła to nawet mądrość ludowa, wplatając tą zależność w powiedzenie, że „mędrzec na starość mądrzeje, głupiec głupieje”. Jest to również prawidłowość doskonale znana tym, którzy do nauki języka obcego zabierają się w wieku dorosłym. Z każdą mijającą wiosną życia jest to zadanie coraz to trudniejsze. „Mimowolne”, naturalne opanowanie dwóch języków w wieku dziecinnym to jednak nie tylko korzyść wynikająca z uniknięcia przyszłych męczarni studiowania polszczyzny. Bardzo ważne jest tu również zaprzęgnięcie mózgu do wysiłku już od pierwszych lat. A przecież, z jednej strony nawet i „niedostrzegalny” wysiłek, jest wyzwaniem bardzo dużym. Dobra znajomość dwóch (minimum) języków, nawet i dziś, gdy wydaje się czasami że jest to zjawisko bardzo powszechne, nie jest niczym błahym. Mózg dziecka, zmuszony przez naturalną dwujęzyczność do tworzenia większej ilości połączeń między neuronami, staje się bardziej „plastyczny”, podatny do łatwiejszego przyswajania wiedzy, szybszego i bardziej kreatywnego myślenia. A taką bazę można wykorzystywać do kolejnych wyzwań, nauki gry na instrumencie, matematyki, manualnych umiejętności, czy choćby nauki kolejnego języka. Biorąc nawet pod uwagę wszystkie trudności związane z wychowywaniem dwujęzycznym jakże mały to koszt za tak duże, potencjalne korzyści! Przy odpowiedniej pracy i cierpliwości może się to odbyć niemal tak lekko i naturalnie jak nabieranie przez dziecko sprawności fizycznej w wyniku zabaw na świeżym powietrzu. Wymaga i to małych wyrzeczeń, trzeba je odpowiednio ubrać, poświęcić swój czas, uważać, by nie zrobiło sobie i innym krzywdy. Ale sprawność fizyczna, poprawa zdrowia, kontakt z rówieśnikami i wiele innych plusów z nawiązką rekompensuje małe niedogodności. Tak samo sprawa ma się z dwujęzycznością. Nie wchodząc nawet jeszcze w opis zjawisk kultury i narodowości, już te przyziemne korzyści powinny być czynnikiem mocno zachęcającym do równoległej nauki dwóch języków w warunkach emigracji.

Autor: Andrzej Smoleń

Gdyby ktoś życzył sobie dostawać powiadomienia o moich kolejnych tekstach, stworzyłem profil na Twitterze. Zapraszam chętnych do obserwowania:

https://twitter.com/andrzej_smolen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.