Pieć wieków po upadku cesarstwa zachodniorzymskiego, z puszcz i mroków historii wyłoniło się państwo Polskie, lub będąc bardziej ścisłym – państwo Mieszka I. Pojawiło się na arenie dziejów w sposób niezwykły, gdyż obszar dzisiejszej Polski, leżący na samej granicy wpływów rzymskich jest praktycznie nieznany historii starożytnej. Z samego Rzymu znamy daty bitew, nazwiska władców, dowódców, polityków, znamy ich mowy, intrygi, nawet ich cechy fizyczne. Nasz obszar, z tego samego okresu pozwala nauce wyszaprać swoje tajemnice jedynie poprzez archeologię. Na nią jesteśmy skazani aż do momentu, gdy zanotowano imię pierwszego władcy, co do którego mamy pewność, że nie jest postacią legendarną.

Mieszko siłą mieczy swojej drużyny z jednej strony, i zręczną polityką z drugiej, zostawił na tyle mocne dziedzictwo, że jego syn, Bolesław, stał się bardzo ważnym graczem w regionie. A region ten nie sprowadzał się do obszaru między Gnieznem a Krakowem. Bolesław uderzył mieczem w bramę miejską w Kijowie i koronował się na króla Czech w Pradze. Chrobry wykorzystał podwaliny dane mu przez ojca i błedem byłoby zakładać, że Mieszko pojawił się nagle, i równie nagle stworzył księstwo, jednocząc plemiona i rody, oraz podbijając sąsiednie dzielnice. Państwo to nie powstało „z niczego”, ex nihilo. Coś istniało przed Mieszkiem, jakaś forma organizacji łączyła mieszkańców tych ziem, jacyś ludzie musieli tu żyć, jakoś doszło to procesu zebrania władzy w ręku jednego rodu i władcy.

Te wszystkie jakoś to dla wielu zupełnie nieinteresująca materia, bo niemożliwa do bezpośredniego zbadania. Dla wielu jednak jest to samo „najlepsze”, bo wiadomo o tym jakoś tyle, że musiało być, a reszta pozostawiona jest poszlakom. A jak wiadomo, to gonienie króliczka jest najprzyjemniejsze, więc i przyjemne jest gonienie Siemomysła, Lestka, Ziemowita, Piasta, Popiela i wielu innych, których nie da się dogonić. Trudność w jednoznacznym udzieleniu odpowiedzi nie uwalnia wcale historyków od pytań, kim był nasz pierwszy, historyczny władca. Historycy to poważni ludzie i pytani odpowiadają. Problem w tym, że odpowiadają różnie. I wcale nie oznacza to, że odpowiadają źle. Odpowiadają na tyle, na ile pozwala stan naszej wiedzy i teorie o pochodzeniu Mieszka i jego przodków mogą być brane na poważnie, o ile są w odpowiedniej mierze prawdopodobne. Ta dyskusja zapewne nie zakończy się nigdy jednoznacznym werdyktem. Z jednej strony pozostawi tajemnice, która w naturalny sposób przyciągać będzie zainteresowanie kolejnych pokoleń. Z drugiej jednak zostawi pewien niedosyt wiedzy, zwłaszcza, że z pochodzeniem Mieszka wiąże się też w dużej mierze rozwarstwienie jego ludu, a więc i w jakiejś części – nasze pochodzenie.

Najszerzej znaną, szkolną, legendarą wersją o pochodzeniu Mieszka, jest ta wywodząca go od Piasta Kołodzieja, który objął władzę po obaleniu księcia Popiela. Synem i następcą Piasta był Ziemowit, kolejnym władcą w linii Lestek, kolejnym Siemowit, i wreszcie Mieszko. Trzech bezpośrednich przodków Mieszka opisuję kronikarz z Galii, zwany Anonimem, już w czasach Bogusława Krzywoustego, przeszło sto lat po panowaniu Mieszka. Pomijając spory o historyczność drzewa genealogicznego pierwszego władcy, a już nie wspominając o Piaście i Popielu, warto tutaj zaznaczyć jaką drogą mieli Piastowie wejść na tron książecy. W tej idyllycznej niemal wersji Słowanie nad Wisłą byli ludźmi pokojowymi, uprawiającymi ziemię. Panowała wśród nich równość, a sprawy publiczne rozstrzygano na zwoływanych wiecach. W razie zagrożenia brano broń do ręki, a wiec powoływał spośród swoich tymczasowego dowódce. Po zakończonej sprawie wracano do radła, a doraźny dowódca tracił swoją władzę. W pewnym momencie któryś z przodków Mieszka, lub w ostateczności on sam, w wyniku swojej ambicji, lub przedłużającej się potrzeby, nie oddał władzy i wraz z grupą wiernych mu wojów zaczał przeobrażać system plemienno-rodowy w organizacje państwową. Wizja taka, lub do niej zbliżona, jest łatwo przyswajalna. Piastowie są nasi, można rzec, że „z ludu”, władza została im powierzona, a jak komuś mało, to może sobie dołożyć legendarne przystrzyżyny Ziemowita i wizytę boskich posłańców. Oczywiście, zbytnie piękno i łagodność tej wersji nie wyklucza jej prawdziwości. Opowieść ta jednak mówi nie tylko o Mieszku i Piastach, ale i o całym społeczeństwie na polskich ziemiach. A w tej wersji z jednego jaja wykluwają się dwa narody; wojowie, a później rycerstwo, szlachta i ziemiaństwo, oraz chłopi. Mając na uwadze to, jak później potoczyły się losy tych dwóch grup, ciężko sobie wyobrazić, że praszczur pana z dworu, i Bartka z kurnej chaty byli sobie równi, razem wiecowali, razem wojowali i orali. Zresztą sama szlachta wywodziła swoje korzenie z innych ziem, a nawet z obcych bohaterów. Sam widziałem (przekłamane oczywiście) drzewo wywodzące ród szlachecki od Aleksandra Wielkiego, nie od Piasta. Ten pogląd, o równości Słowian, o jednym pniu z którego wyrosły dwie gałęzie, rozpowszechnil się mocniej w XIX wieku, kiedy próbowaliśmy na nowo definiować naród i zachęcić chłopów do sprawy „polskiej”. A zapewne i był to argument dla bardziej konserwatywnej szlachty, mający jej uzasadnić bratanie się chłopstwem. „Bo i chłop ma coś z Piasta” – to padło już w XX (!) wieku, na fali chłopomanii, wyszydzonej przez Wyspiańskiego w „Weselu”.

Kolejne teorie są już wolne od tej trudności. Problem omija się stawiając wyraźną granicę pomiędzy Mieszkiem i jego otoczeniem, a ludnością kraju. W jednej z tez, założyciele polskiej państwowości byli Wikingami. Nie byłby to ewenement, a raczej ewenementem byłaby sytuacja, w której Wikinkowie nie nawiązywali kontaktu z sąsiadami przez Bałtyk. Wiemy, że Wikingowie, w części rolnicy, w części żeglarze, w części piraci i bandyci nawiedzili wiele wybrzeży i dali początek kilku państwom. Przypisuje się im m.in. założenie Rusi Kijowskiej i Królestwa Sycylii. Również Normadnia wzięła swą nazwę od Normanów, ludu skandynawskiego, który później podbił Wielką Brytanię. Ta teoria już lepiej wpasowuje się w późniejsze rozwarstwienie społeczene. Najeźdźcy, silni Winingowie, dając podwaliny pod państwo stają się elitą, podbita, miejscowa ludność z czasem chłopieje. Nawiasem mówiąc, istnieją pozycję sprzed 100 lat, gdzie uzasadniano tą teorię podobieństwem fizycznym polskiej szlachty i angielskiej. Jest to jedna z kilku teorii najazdu, w której podział społeczny wyznaczony jest przez fakt podbicia naszych ziem przez obcą siłę.

Znany mi jest jeden, dokładnie przeciwny punkt widzenia. Feliks Koneczny zakładał, że to właśnie tutejsi stworzyli wczesny organizm państwowy, wyszli ze struktur rodowych, stali się elitą, a chłopi byli bez wyjątku żywiołem napływowym, w większości branym w niewolę. Uzasadnienie pojawia się tu takie, że „sami swoi” nie niewolili się. Instytucja rodów i plemion dopiero co przebrażała się w nowe struktury. Próba nagłego, przełamania ich na pół napotkałaby zbyt duży opór, dlatego też Koneczny w warstwach chłopskich widział ludzi siłą osiedlonych na naszych terenach.

Inna teoria najazdu wskazuje na Czechy jako źródło pra-zarodku naszego państwa. W tej wersji Mieszko lub jego bezpośredni przodek, razem z dworem, mieli być ludźmi związanymi z Pragą. Przez intrygi, lub przez brak miejsca dla kilku ambitych ludzi w jednym miejscu, część elity przeniosła się na wschód, w dzisiejszą Wielkopolskę. Ta teoria wyjaśniać ma polityczny zwrot Mieszka ku Pradze i sojusz z Czechami. Wyjaśnia równocześnie dlaczego prascy władcy zaufali na tyle księciu z Gniezna, by związać się z nim politycznie. Zabieg księcia Polan był wszak majstersztykiem. Jednym ruchem wytrącał cesarstwu niemieckiemu argument o konieczności chrystianizacji ziem za Odrą i wiązał się silnym sojuszem z państwem o ugruntowanej pozycji w tamtejszym świecie. Czeskie pochodzenie Mieszka wyjaśniać ma sposób, w jaki ten dyplomatyczny sukces mógł być osiągnięty. Innym argumentem, który podpierać ma tą tezę są imiona dwóch synów Mieszka: Bolesław (po Bolesławie Srogim) i Światopełk (imię jednego z pierwszych władców Moraw)

Obie teorie najzadu, wraz z koncepcją Konecznego stawiają granicę między elitą pierwszego państwa a jego mieszkańcami. Jedynie wersja, w której Piastowie wywodzą się od protoplasty pochadzącego z ludu nie podkreśla tego rozgraniczenia. Czynnikiem łączym powyżej opisane teorie jest celowe zorganizowanie obszaru dziesiejszej Polski w pańśtwo. Ostatnia z wersji, którą chciałbym przedstawić w zasadzie może być komatybilna z każdą z poprzednich. Linia podziału rozgranicza tu warstwy społeczne przez siłę. Wielu historyków zakłada, że obszary słowiańszczyzny dostarczały w X wieku niewolników na bliskowschodnie targi. W takim wypadku zorganizowana siła na naszych ziemiach wspomagała, lub wręcz uczestniczyła w tym procederze. Innymi słowy, Mieszko wraz ze swoją dryżuną byli bandytami, którzy trudnili się wyłapywaniem i handlem ludźmi. Tworzona przez nich organizacja była quasi państwem, nastawionym na doraźny cel i eksploatację ziem. Są to oczywiście jedynie domysły, nie podparte dowodami, a wynikają z logicznego ciągu innych teorii. Podobnie zresztą sprawa ma się z poprzednimi wersjami.

Bezpośrednich dowodów nie znajdziemy prawdopodobnie nigdy i będziemy skazani na interpretację poszlak. Trzeba jednak przyznać, że większość wersji jest w jakiejś mierze dla nas niekorzystna, zwłaszcza dla tych, którzy chcieliby doszukiwać się już w Mieszku nawet polskości. A znaleźć można też złośliwości w stylu, że „Polakom Wiking musiał państwo założyć”, nie mówiąc już wersji zakładającej tworzenie się państwa na fundamencie handlu niewolnikami. Czy jednak ma to znaczenie dla współczesnego Polaka?

Odpowiedź na tak postawione pytanie brzmiec może – miałoby. Miałoby znaczenie, gdyby uznać Mieszka i Dobrawę (lub Piasta i Rzepichę) za Adama i Ewę, dających początek całemu narodowi Polskiemu. Jednakże, ani Mieszko, ani mityczny Piast, ani skandynawski, czy morawski najeźdźca nie storzył narodu, zwłaszcza w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Mieszko I, kimkolwiek był, zapisał się na kartach historii jako bardzo zręczny i amibitny polityk, który wykorzystał potencjał ziem nad Wisłą i Wartą do stworzenia podawalin pod samodzielny byt państwowy. Historia zakręciła swoim kołem wiele razy przez ponad dziesięć wieków od czasów Mieszka. On sam nie mógł spodziewać się, jakimi torami, jakimi zakrętami, wzniesieniami i upadkami podąży jego dziedzictwo. Dziś jednak, granice Polski zawierają, w przybliżeniu, ziemie zgromadzone przez Mieszka I. Naród jednak jest tworem innym. O ile granicę państwa znów opierają się na Odrze i Bałtyku, tak ludzie zamieszkujący te ziemię, jak i ci, którzy do polskiej kultury się przyznają, są zupełnie inni od tych, którzy wydzierali puszczy ziemię, budowali grody i byli świadkami wielkich przemian. Naród asymilował przez długie wieki dorobek swoich dzieci i przeobrażał się z każdą epoką, pewne elementy odrzucajac, pewne zachowując. Bedąc potomkami ludzi z dawnych epok, nie jesteśmy tacy sami jak oni. Mamy, jak ludzie w każdym zresztą czasie, możliwość opierania się nie tylko na samym pochodzeniu, ale też na kulturze, gromadzonej już przez wiele wieków. To coś o wiele więcej, niż fakty o pochodzeniu założyciela państwa.

Autor: Andrzej Smoleń

Grafika: Wikipedia

Zobacz też:

Przekleństwo Chama

Przekleństwo Chama część 2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.