“Jak ja się przewrócę, to się za swoje przewrócę”, mówił jeden z bohaterów komedii „Pieniądze to nie wszystko”. Cytat ten przestaje być tak zabawny, gdy pozna się jego źrodło. Juliusz Machulski włożył w usta aktora wypowiedź (też wygłoszoną charakterystycznym, bełkotliwym głosem) byłego mieszkańca PGR-u, nakręconą przez dokumentalistów w filmie „Arizona”. Podobnych zresztą dokumentów, prawdziwych perełek, nakręcono w latach dziewięćdziesiątych i na początku XXI wieku wiele. Są dziś w większości dostępne online, dają mocne świadectwo o tym, jak jeszcze niedawno wyglądała w wielu miejscach Polska. Ciężko określić na ile talent reżyserów, a na ile okoliczności sprawiają, że filmy te są tak dobre. W niektórych wypadkach wydaje się, że wystarczyło po prostu postawić kamerę w odpowiednim miejscu, włączyć mikrofon i pozwolić na zwykłą rejestrację życia. Do tego doszedł kunszt twórców, którzy umieli dostrzec w odcieniach szarości coś, co uznali za godne udokumentowania. Bo komu, przy zdrowych zmysłach, przyszłoby do głowy kręcić dokument o biedzie i alkoholiźmie w byłym PGR-rze, czyli w zasadzie o ówczesnej codzienności wielu ludzi? Komu chciałoby się towarzyszyć z kamerą ulicznemu pijakowi? Kto normalny mógłby wpaść na pomysł nagrywania filmu o młodzieży, której jedynym celem jest dotrwać do soboty? Kto rejestrowałby ich wypowiedzi, które przecież nie niosły nic głebiokiego? To mocne obrazy. Ale to też migawki z całości, jaką była początkowa III Rzeczpospolita, sierota po radzieckim bloku państw, nie zaadoptowana jeszcze przez zachód, skrzywdzona i próbująca stanąć na nogi.

Taka rzeczywistość przypadła w udziale społeczeństwu, które na własnej skórze doświadczało przeskoku z jednego świata w drugi. Nie był to proces łatwy i przyjemny, wiązał się z wieloma trudnościami, które musiało wziąść na barki całe pokolenie. Byli to ludzie, których transformacja zastała w sile wieku, pracujących i mających rodziny, trzydziesto i czeterdzistolatków. Ci ludzie, w szczególności mężczyźni, przyjmowali cios za ciosem. Musieli odnaleźć się w zmianach, które powodowały, że z czasów, gdy było – proszę wybaczyć – ch***wo, ale stabilnie, zostało tylko „ch***wo”. Upadające nie tylko PGR-y, ale i wielkie zakłady pracy, galopująca inflancja, wysokie bezrobocie i przestępczość, nie dawały tak potrzebnej stabilizacji w życiu. Gdy już kraj zaczął wychodzić na prostą, odczuwali niejednokrotnie niechęć ze strony mainstreamu, który chciał liczyć się tylko z „młodymi, wykształconymi, i tak dalej”. Obserwowali, jak rozwarstwia się społeczeństwo, często widząc na szczycie fali tych, którzy budowali polski sen gruzach ich starego, stablinego, świata. A na koniec doszła postawa młodych chartów, którzy pracując dla zagranicznych korporacji, założyli, że ich sukces jest jedynie wynikiem ich wytrwałości, ciężkiej pracy i umiejętności, i patrzyli (patrzą?) z góry na poprzednie pokolenie. To nie jest przypadek, że mamy w Polsce tak wielki odsetek samobójstw wśród mężczyzn. To nie jest przypadek, że wiele osób z tej grupy ma do dziś duże problemy i to nie jest przypadek, że wystarczyło odpowiednio zagrać na prostych emocjach, by grupa ta poparła taką władzę, która poklepała ich po plecach. Ośmiorniczki zadziałały jak płachta na byka wśród tych, którzy pamiętali mortadelę. Cwaniacki styl bycia polityków przypominał innych cwaniacków, tych sprzed 30 lat. A hasło „wystarczy nie kraść” wpisywało się idealnie w proste rozumienie świata i rozwiązywanie problemów. Jeżeli jednak taki taniec między politykiem, a wyborcą mógł się odbyć, to winę ponosi też ten kto zorganizował salę i orkiestrę. Dlatego obie strony mają swój udział w winie za obecną sytuację, gdy rok 2022 rozpoczyna się zapowiedziami powrotu problemów gospodarczych, a wg niektórych polityków nawet do ręcznej regulacji cen.

Początek roku w Polsce przywitał nas infacją na poziomach pamiętanych jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Jest to w dużej mierze wynik nagłego zatrzymania gospodarki przez lockdown’y i wpompowywania w nią darmowej gotówki, oraz taniego kredytu. W zasadzie na całym świecie przychodzi dziś spłacać społeczeństwom dług za pandemię, natomiast sprawa ma się gorzej w państwach, w których nie ma zaufania do waluty. O ile techniczna inflacja występuje w każdym zachodnim kraju, tak w krajach, gdzie pieniądz nagle zaczyna parzyć w ręce, jest to zjawisko nasilone. W gospodarkach silnych, o odpowiedniej podaży towarów wykres wzrostu cen nie jest tak stromy (tą krzywą też trzeba wypłaszczyć!), jak tam, gdzie pojawia się problem z podażą (kłania sie tu nisko coraz modniejsze pojęcie „łańcuchów dostaw”). A problem wzrasta już szczególnie tam, gdzie jest to niska podaż surowców energetycznych, z czym mamy do czynienia obecnie. Jeżeli dodamy do tego nieustanne podsycanie zjawiska inflacji wytrzepywaniem pieniędzy z powietrza na zobowiązania socjalne, oraz zmiany podatkowe obciążające pracę, to obrany kurs staje się coraz bardziej chwiejny. Dziesięcina, którą musiał oddawać kościołowi chłop pańszczyźniany przedstawiana jest w szkole jako wyzysk. Proszę o tym pamiętać w kotekście prawie 10% inflacji.

Jak wspomniałem, zjawisko to jest nasilone w gospodarkach o słabych fundamentach. To, czy Polska gospodarka przez ostatnie 30 lat zdołała wypracować silną pozycję, jest pytaniem niełatwym. Z jednej strony, ogromnym wysiłkiem społeczeństwa (o czym była mowa) udało zbudować się stosunkowy stabilny dobrobyt. Jeżeli brzmi to dziwnie to proszę nie zapominać z jakiego punktu, względem zachodu, startowaliśmy. Z drugiej strony jednak nie udało się nam stworzyć silnych, rodzimych marek w wiodących dziedzinach. Nie istnieje ani jeden, wysokotechnologiczny, polski produkt, szanowany poza granicami. Nasza innowacyjność (kolejne modne słowo) i myśl techniczna, zostały poświęcone na ołtarzu zleceń zachodniego przemysłu. Siermiężny PRL potrafił mieć swoje małe przebłyski, np. w postaci polskich konstrukcji komputerów. A toporne wersje polskich samochodów miały taką przewagę nad modelem Hussarya, że istniały nie jako ładna wizualizacja, ale realne produkty. Ale co boli najbardziej, na polach naprawdę ważnych dla kraju, jak np. energeyka, pogrzebano ogromne sumy pieniędzy podatnika, bez żadnego rezultatu. O tym, że elektrownie jądrową musiałby wybudować nam zewnętrzny wykonawca (bo o technologii nie mamy pojęcia), nie ma chyba nawet co wspomniać.

Młodego Cezarego Baryki, nie da się dziś mamić wizją szklanych domów, bo Cezary z łatwością zweryfikuje takie bajania dzięki dostępowi do internetu. Można tu jednak przyjąć inną taktykę, szklane domy technologi i stabiliności gospodarczej zastąpić kulturą. Wskazać Cezaremu lepsze wzroce postępowania, zasad, inne pojęcia dobra, uczciwości i obowiązku. Ale i tu wstają z grobów różne demony lat dziewięćdziesiątych, nieprzebite osinowym kołkiem. Liczba tytułów książek, spisanych dzięki relacjom byłego gangstera Masy, może już zająć niezłą półkę, brakuje w niej chyba jedynie „Masa o kuchni polskiej mafii”. Może ta miałaby jakąś wartość. Tak na dobrą sprawę, temu człowiekowi należy wierzyć chyba tylko w jednym stwierdzeniu, że prawdziwa mafia istniała (istnieje?) na styku wielkiego biznesu, polityki i służb. Okazuje się, na początku roku 2022, że grono byłych bandytów, dziś celebrytów powiększyło się po wyjściu z więzienia Andrzeja Zielińskiego, ps. Słowik. Wystąpił on już w teledysku, ale i został twarzą organizacji MMA, gdzie został posadzony (dosłownie!) na złotym tronie. Lepszej symboliki degrengolady kulturalnej ciężko się chyba doszukać…

Jeżeli dodać wszystkie te punkty, oraz dołożyć coraz gorsze położenie geopolityczne i dyplomatyczne naszego kraju, to rok 2022 zaczynamy bardzo chwiejnym krokiem. Ale jak się wywrócimy, i sobie głupi ryj rozbijemy, to się za swoje przewrócimy. Tylko za swoje, o swoje własne nogi.

Andrzej Smoleń

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.