W odpowiedzi na rosyjską napaść na Ukrainę, wiele państw zachodnich wsparło broniących swojego kraju, swoje rodziny i swoją wolność Ukraińców. Różne formy przybrała ta pomoc: od zwykłego współczucia, przez pomoc humanitarną i finansową, wspólne działania wywiadów wojskowych, szkolenie żołnierzy, nakładania sankcji gospodarczych na Rosję, aż po realną, twarda pomoc wojskową w postaci ciężkiego sprzętu i zasobów ludzkich, czyli żołnierzy walczących pod sztandarem międzynarodowego legionu. Tworząc różne listy i zestawienia tej pomocy wyraźnie widać, którym krajom zależy na obronie suwerenności Ukrainy. Na jej szczycie są państwa anglosaskie i Polska, dzięki której w ogóle ta pomoc jest możliwa. Zamknięcie na cztery spusty wschodniej granicy z komunikatem „to nie nasza sprawa!” jakąkolwiek formę pomocy wojskowej co najmniej by skomplikowało. Z państw NATO, mających wspólną granicę z Ukrainą pozostałaby wtedy jedynie Rumunia i Słowacja, gdyż Węgry chyba jedynie przez resztki przyzwoitości nie określiły wprost, jaki scenariusz rosyjskiej agresji byłby dla nich zadowalający. W tej układance zwrócić może uwagę fakt mocnego wsparcia Ukrainy przez Kanadę, kraj bardzo odległy, biorąc nawet pod uwagę współczesne „kurczenie się” świata przez rozwój technologii komunikacyjnych. O ile wsparcie USA nie może dziwić, gdyż jest to państwo pełniące rolę światowego lidera w zakresie bezpieczeństwa, podobnie jak i państw europejskich, które czuć mogą zagrożenie wynikające z działań Rosji – w szczególności mowa tu o państwach naszego regionu – tak Kanada nie wpisuje się w żadną z tych ramek. Co zatem kieruje przywództwem kanadyjskim, jak i zwykłymi Kanadyjczykami, którzy walczą na Ukrainie tak licznie, że w ramach legionu cudzoziemskiego tworzą osobny batalion?

Jedną z odpowiedzi może być tutaj członkostwo Kanady w NATO i reakcja całego sojuszu na wywrócenie przez Rosjan stolika, na którym złożone były międzynarodowe zasady. Może jest to nawet trop w jakiejś części słuszny, ale nie wyczerpuje tematu, gdyż bardzo łatwo zauważyć przykłady bardziej stonowanych (mówiąc eufemistycznie) reakcji państw członkowskich, które w przeciwieństwie do Kanady, znajdują się o wiele bliżej potencjalnego zagrożenia. Podejście takie zaprezentowali przecież nie tylko wspomnieni już Węgrzy, ale też Niemcy. Obecność Kanady na liście niemal wyłącznie państw europejskich (nie licząc oczywiście USA) może w tym kontekście dziwić. Gdzie jest więc źródło motywacji polityków kanadyjskich i samego kanadyjskiego społeczeństwa? Bo przecież to nie jedynie decyzja samej klasy rządzącej o udzieleniu pomocy. Ochotnicy walczący po stronie ukraińskiej podjęli osobistą decyzję o narażeniu życia w wojnie toczącej się gdzieś daleko na innym kontynencie, za oceanem, w obronie kraju, który stosunkowo niedawno pojawił się na mapie świata.

Kluczem do odpowiedzi na podobne wątpliwości może być liczebność diaspory ukraińskiej w Kanadzie. Wynosi ona w przybliżeniu 1,3 miliona i jest to liczba zbliżona do ilości Ukraińców w Polsce (są to szacunki przedwojenne, nie obejmujące uchodźców). W procentowym ujęciu społeczeństwo kanadyjskie jest delikatnie mocniej nasycone ludźmi narodowości ukraińskiej (około 4% w Kanadzie, 3-3.5% w Polsce). Pewną różnicę stanowi jednak mechanizm powstania samej diaspory w obu krajach. W Polsce jest to najczęściej emigracja bardzo „młoda”, powstała przez otworzenie się naszych granic zaledwie kilka lat temu. W Kanadzie proces ten rozłożony był na kilka etapów i fal emigracji odbywających się przez ostatnie 130 lat. W pierwszej fali (przełom XIX i XX wieku) Ukraińcy, jak i Polacy z Galicji wyjeżdżający za chlebem do Ameryki Północnej, emigrowali jako obywatele tego samego państwa; Austro-Węgier. Byli to ludzie uciekający przed biedą, która zyskała nawet swój specjalny przydomek od regionu – galicyjska. W drugiej fali, znów byli to w części obywatele tego samego kraju – tym razem II Rzeczpospolitej, która nie potrafiła podnieść ekonomicznie terenów Galicji wschodniej, również z powodu wielkiego kryzysu lat 20. Po drugiej wojnie światowej emigracja Ukraińców (w tym przypadku też polityczna) odbywała się ze Związku Radzieckiego, głównie w czasach stalinowskich. Najnowsza fala emigracji, po roku 1991, nastąpiła już pod budowie państwa ukraińskiego, gdzie po raz pierwszy można mówić o formalnych obywatelach Ukrainy. Poprzednie „emigracje” mogły mieć bardzo silne poczucie narodowości, natomiast w paszportach widniały nazwy innych państw: Austro-Węgry, Polska, ZSRR. Ukraińska diaspora w Polsce, choć podobna w liczbach bezwzględnych i względnych, jest pod tym kątem bardzo jednolita. Ponad milion osób narodowości ukraińskiej osiedliło się w naszym kraju w jednym okresie i bez różnic pokoleniowych. Ma to oczywiście swoje skutki praktyczne, np. o ile Ukraińcy w Polsce nie mają problemu z językiem ojczystym, tak w Kanadzie ukraińskim posługuje się około 11% ludzi, deklarujących się jako Ukraińcy. Jest to liczba uwzględniająca wykształcony już na emigracji dialekt i aż strach pomyśleć, że w spisach powszechnych za jakiś czas mogłaby zaistnieć możliwość zrównania „pongliszowego” bełkotu z rdzennym językiem polskim. Tym niemniej w ogólnym zarysie w Polsce osiedleni są Ukraińcy doskonale pamiętający swój kraj, odwiedzający go przed wojną i mający ciągły kontakt z aktualną kulturą i życiem politycznym Ukrainy. W Kanadzie natomiast są to głównie potomkowie; dzieci, wnuki i prawnuki dawniejszych ruchów emigracyjnych, które z racji odległości i rzeczywistości politycznej najczęściej traciły na kontakt z ojczyzną, lub w najlepszym wypadku, był to kontakt sporadyczny, jak wizyta Jaśka z Chicago w „Samych swoich”.

Szacunkowe dane poszczególnych etapów migracji z Ukrainy do Kanady nie przedstawiają liczb sięgających w miliony. Podczas największej fali emigracyjnej (1918-1939) tą drogą podążyło 170 tysięcy osób. Pozostałe liczone są w dziesiątkach tysięcy, a jednak do dziś jako „Ukraińcy” w Kanadzie deklaruje się 1.3 miliona osób. Oznacza to, że pamięć o swoim pochodzeniu i kulturze zachować musiały dzieci, a potem dzieci dzieci itd. poszczególnych fal emigracyjnych. Jest to zjawisko bardzo ciekawe biorąc pod uwagę okoliczności. Jak wspomniałem powyżej, Ukraińcy emigrowali jako obywatele innych państw, z dość mglistym poczuciem narodowości. To wielka różnica w porównaniu choćby do wielkiej, polskiej emigracji po powstaniach, która próbowała na zachodzie podtrzymywać polityczne i kulturalne życie narodu, oraz państwa. Ukraińscy emigranci bez swojej państwowości i często z dość mglistym poczuciem narodowościowym zachowali jednak w dużej mierze, przez wiele pokoleń pamięć o swoim dziedzictwie, tradycji i kulturze. Te czynniki musiały być na tyle silne i atrakcyjne, że wsiąkały w serca i umysły ludzi, którzy swoje życiorysy pisali z ogromnej odległości od stepów Ukrainy. Dodatkowo, przyciągająca ich kultura nie opierała się na dziełach i postaciach pokroju Mickiewicza czy Słowackiego. Wywodziła się raczej z tradycji ludowej, która może mieć taką słabość, że nie kształtuje ogólnonarodowych postaw, patriotycznych odruchów i nie przechowuje pamięci politycznego dorobku. Pomimo tego udało się w wielu emigrantach, jak i w ich potomkach zachować pamięć o swoim pochodzeniu, a przynajmniej sentyment i szacunek do korzeni. Ciekawym zjawiskiem było też, opisywane przez Pawła Jasienicę, tak mocne przyciąganie ukraińskiej kultury ludowej, że wielu etnicznych Polaków, wyjeżdżających do Kanady podczas pierwszych fal emigracji, uznawało się za Ukraińców. Upływały lata, zmienili się ludzie, zmieniał się świat i rzeczywistość polityczna, ale jakaś forma przetrwalnika narodowości i kultury ukraińskiej dalej krążyła wśród obywateli Kanady. Czasami były to formy bardzo szczątkowe, wystarczy tu przywołać po raz kolejny przykład języka ukraińskiego, którym posługuje się już niewielu potomków emigracji. Ale wystarczyło to, by Kanada, jako państwo i społeczeństwo wsparło walczącą Ukrainę. Nie mam wątpliwości, że wielu przyjeżdżających walczyć z Rosją przypomniało sobie opowieści o dziadkach, czy pradziadkach pochodzących z Ukrainy. Wielu pewnie pamięta nawet z dzieciństwa smak barszczu i melodie pieśni ludowych, może teksty modlitw, może rodzinne historie o życiu przodków na Ukrainie. Pewnie i podobne sentymenty dotykały członków rządu kanadyjskiego, gdy pojmowano decyzję o wsparciu politycznym i wojskowym. A jeżeli nawet wśród tych, którzy bezpośrednio decydowali, lub wpływali na decyzję nie było żadnych ludzi, którzy mieli w swoim drzewie genealogicznym przodków z Ukrainy, tak na pewno musieli kalkulować wewnętrzne skutki polityczne swoich decyzji. Ci, w których nagle odezwał się sentyment i uczucie do Ukrainy, mają przecież prawa wyborcze i ich głosy mogą być obciążone reakcją kanadyjskich polityków na wojnę.

Ten przykład, w którym kultura, tradycja i przekazanie poczucia narodowości odbiły się wielokrotnym echem przez pokolenia, by na końcu wybrzmieć w realnym świecie, w prawdziwej sile wsparcia militarnego może być inspirujący i dla nas. W podobny sposób możemy przecież podjąć próby zachowania polskości poza granicami kraju. Mamy też możliwość wskazywania na różne tradycje, nie jesteśmy zmuszeni redukować przekazu do zwyczajów ludowych. Rozwiązania polityczne, historia, sztuka związana jednoznacznie z państwowością i narodem może być użytecznym narzędziem w rękach tych, którym zależy na ciągłości narodowej wśród emigracji. A jak widać w sytuacjach naprawdę poważnych, nie jest to sztuka dla samej tylko sztuki, wywołana sentymentalną, naiwną tęsknotą. Wysiłki podejmowane na rzecz transmisji kulturowej mogą, nawet po wielu latach, wydać owoce w postaci namacalnej. Ochotnicy kanadyjscy, ryzykujący swoim życiem na wschodzie Ukrainy są tego najlepszym przykładem.

Kilka dni temu widziałem około setki polskich dzieci machających biało-czerwonymi chorągiewkami. Piękny i wzruszający widok, który jednak gdzieś w tle zostawiał znaki zapytania, na ile ta chwila przełoży się w przyszłości. Nie ulega wątpliwości, że wiele dzieciaków z tego tłumu częściej używa języka angielskiego, ma kontakt z angielskimi rówieśnikami itd. Ale można i chyba trzeba mieć nadzieje, że takie właśnie działania, podejmowane przez różne organizacje polonijne, kiedyś – na wzór biblijnego ziarna rzuconego w dobrą glebę – wydadzą po latach plony. Oby w formie bardziej konstruktywnej i ludzkiej. Oby chcieli realizować się dalej jako Polacy, będąc ludźmi zmieniającymi świat na polach techniki, sztuki i polityki. Jeżeli możemy działać na rzecz Polski na emigracji, to próby zachowania pierwiastka narodowego w kolejnym pokoleniu jest najważniejszym zadaniem.

Autor: Andrzej Smoleń

Gdyby ktoś życzył sobie dostawać powiadomienia o moich kolejnych tekstach, stworzyłem profil na Twitterze. Zapraszam chętnych do obserwowania:

https://twitter.com/andrzej_smolen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.