Dziś chciałbym zwrócić uwagę na pewną analogię, która jednak bardzo szybko może stracić na aktualności. Dynamika wojny charakteryzuje się dużą niepewnością i nagłymi zwrotami sytuacji. Z tego powodu, wydarzenie, które dziś wydaje się prawdopodobne, jutro może nie mieć najmniejszych szans na realizację na scenie historii. Dlatego też, ponieważ felieton traktuje nawet nie o przewidywalnej przyszłości, a bardziej o „optymistycznych” wizjach, zaznaczyć muszę, że pisany jest, i ma lekkie podparcie w aktualnych wydarzeniach (a przynajmniej w ogólnej „narracji”) nocą, z 7 na 8 marca 2022 roku.

Początek roku 1917 w carskiej Rosji nie był pomyślny. Trwająca już trzeci rok wojna (nazwana później I wojną światową) nie przynosiła sukcesów Rosji, a wymagała od społeczeństwa wielu wyrzeczeń. Zmęczenie konfliktem, problemy gospodarcze i przestarzała, w porównaniu do krajów zachodnich, struktura rządów podsycały tlące się niepokoje społeczne. Car Mikołaj II tracił zaufanie poddanych, uważany był za władcę chwiejnego, ulegającego wpływom żony (Niemki), która z kolei kierowana była przez budzącego do dziś emocje, micha Rasputina. Autorytet dzisiejszego cara nie osłabł, nie ma tu wiążącej analogii, ale dodać należy, że Mikołaj II uważał się za władcę, który stawał w obronie prawosławia i rządów autorytarnych. Tu już można odnaleźć punkty styczne do sytuacji dzisiejszej. Zmęczenie wojną i ciosy w gospodarkę to również prawdopodobny scenariusz najbliższych dni (tygodni?). Jeżeli dodać do tego fakt, że wielu zachodnich obserwatorów chciałoby zobaczyć wewnętrzny przewrót w Rosji i zgodnie z jej tradycjami śmierć Putina w ramach „rozwiązania wewnętrznego”, to odniesienia do 1917 roku mogą być uzasadnione.

Rewolucję w Rosji zasiali Niemcy, którzy kilka lat wcześniej przygotowywali odpowiedni do niej grunt. Wydaje się, że dziś takie zadanie w obliczu siły rosyjskiego wywiadu i kontrwywiadu (a może to kolejny mit?) nie jest możliwe. Tym niemniej można wyczuć pewne oczekiwanie, u niektórych wręcz pewność, że dni kierownictwa rosyjskiego są policzone. Kto wie, czy wypuszczane informacje o planowanym przez Szojgu przewrocie nie są częścią tej gry, próbą przyśpieszenia wydarzeń. Bo gdyby nawet były kompletnie wyssane z palca, to przecież nawet taka „niewinna” plotka może spowodować, że panowie przy stole na kolejnej naradzie usiądą jeszcze dalej od siebie.

Rewolucja lutowa rozpoczęła się od strajków. Żądano podwyżek, nie zakończenia wojny, co może też być kolejną analogią do „dziś”, gdy „tłumy” na protestach antywojennych w dzisiejszej Moskwie nie są o wiele większe od tłumów w sklepach, gdy IKEA ogłosiła wycofanie się z rynku rosyjskiego. Tamta iskra roku 1917 padła na wcześniej nagromadzony proch, który obalił carat i wprowadził rząd tymczasowy. To w jakiejś mierze spełniło oczekiwania architektów rewolucji, ale nie zadowalało ich w pełni, gdyż Rosja nadal uczestniczyła w wojnie. Mechanizm jednak ruszył i dzieła dopełniła kolejna odsłona rewolucji – październikowa. Bolszewicy wprowadzili masowy terror, wycofali Rosję z wojny, odmówili spłacania długów zagranicznych, stali się światowym pariasem, a sam kraj pogrążył się w chaosie i wojnie domowej.

Ostatnie zdanie, jak się wydaje, jest wymarzonym dla wielu scenariuszem rozpisanym dla Rosji dzisiejszej. Po strąceniu kilku ważnych głów mielibyśmy zobaczyć Rosję słaniającą się pod własnym ciężarem i upadającą boleśnie na oczach całego świata. Jednak Machiavelli już kilka wieków temu przestrzegał, że wojnę można zacząć kiedy się chce, lecz zakończyć jest o wiele trudniej. Dynamika wojny powoduje, że nie da się nią w łatwy sposób kierować. Bezwładność ruchów rewolucyjnych jest jeszcze bardziej niesterowna i trudna do opanowania. O tym też należy pamiętać, gdy marzy się o rzeczach niebezpiecznych. Bolszewicy, niespełna trzy lata po obaleniu caratu i rządów republikańskich, po wojnie domowej i niszczeniu swojego kraju, stanęli pod Warszawą.

Autor: Andrzej Smoleń

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.