Polska historia zapamiętała pakt Ribbentrop – Mołotow jako układ dzielący polskie ziemię, umowę przedwstępną kolejnego rozbioru. Jest to wizja całkowicie słuszna, pomija jednak w swoim uproszczeniu fakt, że Niemcy i Rosjanie podzielili swoje planowane wpływy na terytorium całej środkowej Europy. Dzielono tort składający się nie tylko z Polski, ale rozpisano przyszłość Litwy, Łotwy, Estonii, Rumunii i Finlandii. Dlatego też, krótko po zakończeniu kampanii wrześniowej i wspólnej, przyjacielskiej parady w Brześciu sowieci zaatakowali Finów, uważając ich za naturalną część imperium rosyjskiego. Dziś te same (dokładnie te same!) siły, które kierowały Rosją pod przywództwem Stalina, kierują elitami(?) państwa rosyjskiego czasów Putina. Dlatego też dzisiejsza Finlandia czuje poruszenie mas rosyjskich, wie, czym te siły są i co niosą, obserwuje jak wiele musiało się zmienić, by nie zmieniło się nic przez prawie 100 lat. Stąd nagły wzrost poparcia Finów dla wstąpienia ich kraju do NATO, stąd rosyjskie groźby(!), kierowane wprost, straszące konsekwencjami „militarnymi”. Czy jeszcze kilka lat temu w codziennym, szerokim odbiorze rzeczywistości ktokolwiek spodziewał powrotu do tak prowadzonej dyplomacji w naszym regionie?

W 1939 roku Finlandia zaatakowana została późną jesienią. Rosyjska armia wtedy, podobnie jak i dziś była po swego rodzaju reformach. Dzisiejsze polegać miały na pełnym usprawnieniu i profesjonalizacji armii, jak głosi propaganda rosyjska, tamtejsze opierały się na czystkach oficerów wywodzących się jeszcze z czasów carskich, lub opierających się komunistycznym władzom. Czystka, tłumacząc na nasze, to zgodny ze wschodnim pojmowaniem świata i rozwiązywaniu problemów, zwyczajny mord niewygodnych jednostek. Armia taka, już na samym początku musiała zmierzyć się z problemem, który wynikał z dużych braków wykształconych kadr oficerskich. Nie był to jednak problem jedyny. Niskie morale żołnierzy skonfrontowane zostało z zaciekłym oporem Finów broniących swojej ziemi. Ciężkie warunki terenowe, umocnienia Fińskie i duże zalesienie dodawały jeszcze więcej trudności. Odwieczny przyjaciel Rosji – zima, tym razem pomagał im wrogom. Finowie wykorzystywali najlepiej jak umieli swoje atuty: znajomość tereny, zimowe warunki (poruszali się na nartach, używając białego maskowania) i strzelców wyborowych, zwanych przez Rosjan „białą śmiercią”. Rosjanie, jak to oni, próbowali stworzyć komunistyczny rząd marionetkowy, ale okazało się, że nawet fińscy socjaliści stawiają opór najeźdźcom. Analogie to trwającej wojny na Ukrainie są chyba tak bardzo czytelne, że nawet nie ma sensu ich wymieniać.

Wojna zimowa była jednak klasycznym starciem Dawida z Goliatem. Ostatecznie, Rosjanie, z właściwą sobie „subtelnością” przełamali opór Finów nawałem ciężkiego sprzętu i krwią rosyjskiego żołnierza. Finlandia zmuszona została do zrzeczenia się części swojego terytorium, ale udało się jej zachować niezależność. I dziś pewnie takie rozwiązanie byłoby satysfakcjonujące dla współczesnego „Dawida”. Analogie możemy jednak pociągnąć dalej, wybiegając delikatnie w przyszłość. Rosjanie w Finlandii ośmieszyli się, pokazali nieudolność swoich dowódców. Świat obserwował to bardzo uważnie i być może wyciągnął zbyt pochopne wnioski. Po niespełna sześciu latach ta sama armia zdobyła Berlin.

Autor: Andrzej Smoleń

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.