W Polskiej historii zdarzały się momenty, które możemy określić jako “wstydliwe”. Jedną z takich historii była decyzja Edwarda Gierka, by uhonorować Leonida Breżniewa orderem Virtuti Militari. Jest to najwyższe, polskie, odznaczenie wojskowe ustanowione przez króla Stanisława Poniatowskiego podczas wojny w obronie konstytucji 3 maja. Order ten jest symbolem naprawdę wielkim, który w historii przyznawany był za wielkie czyny, a nie za bycie Leonidem Breżniewem. Decyzja Gierka była w tym kontekście nie tyle wyróżnieniem komunistycznego przywódcy, co zszarganiem pamięci tych, którzy Virtuti Militari zdobyli na polach walki.

Są gesty, których po prostu nie wypada robić, które odruchowo blokowane są przez zdrowy system nerwowy. Osobiście jestem teraz w takiej właśnie sytuacji, bo nie będąc tak bezczelnym jak Gierek, chciałbym jednak w jakiś sposób wyrazić prezydentowi Federacji Rosyjskiej, Władimirowi Putinowi…uznanie. Na medal, nawet wycięty z papieru jednak nie zasługuje. Zwykłe „dziękuję” też nie może mi przejść przez gardło, lub klawiaturę, biorąc pod uwagę co wojska tego człowieka robią państwu Ukraińskiemu, i ludności cywilnej. Może odpowiednim kompromisem będzie opisanie kilku przysług, które Putin wyświadczył mojemu krajowi i narodowi. Dla zwykłem przyzwoitości, warto je wymienić.

Po pierwsze, prezydent Putin, pokazał światu prawdziwą twarz Rosji. Rosji w rozumieniu jej kierownictwa, ich celów, dążeń i metod. Maska została zerwana bez najmniejszych nawet szans na powtórne jej założenie. To, co Polska próbowała przekazać światu, dziś Rosja zaprezentowała w całej pełni. Nawet wielu z tych, którzy w Polsce nabrali się na „ruski mir”, „oświecony konserwatyzm”, czy „panslawizm” zostało zmuszonych do rewizji swojego światopoglądu. Zostało ich (jak obserwuję) niewielu, zbierają siły i myśli, póki co dając do zrozumienia, że „jeszcze się okaże, jeszcze zrozumiemy, jeszcze się nam oczy otworzą”. To, co jako Polacy możemy robić to bić w ten bęben ile sił, nie dać zapomnieć światu, że w Moskwie odżyła hydra imperializmu rosyjskiego, z jej wszystkimi „atrakcjami”. Próba siłowego odwrócenia Ukraińców na swoją stronę jest zbrodnia, podobnie jak wiele działań rosyjskiego wojska i podobnie jak możliwe działania okupacyjne na narodzie ukraińskim. Znamy te „atrakcje” z doświadczenia historycznego lepiej niż dobrze.

Po drugie, Rosja zjednoczyła ogólnie rozumiany świat zachodu. Zmusiła Niemcy do rewizji swojej postawy, a jak doskonale wiemy, nigdy nie jest nam tak ciasno jak wtedy, gdy Rosja i Niemcy trwają w serdecznym uścisku. Nie potrafiliśmy złamać, przekonać, wyprosić, zakrzyczeć budowy Nord Stream 2, choć od początku było wiadomo jak duży to cios dla naszego regionu. Dziś Władimir Putin nie dał Niemcom wyboru, już nie mogli dłużej udawać i musieli się określić. Dodatkowo, biorąc pod uwagę nasze „sukcesy” dyplomatyczne ostatnich lat, jak chyba nigdy poczuliśmy się częścią zachodu, jak chyba nigdy w tym pokoleniu, nie poczuliśmy, że brzydzi nas rosyjska oferta.

Po trzecie mogliśmy wyciągnąć rękę do Ukraińców, pomóc, tak ze szczerego współczucia, krzywdzonym ludziom. Mogliśmy pokazać się niejako w kontrze do drugiego sąsiada. Zobaczyliśmy, że znów, w godzinie próby, potrafimy być ludźmi zwyczajnie dobrymi. To dużo. Dodatkowo, otwiera to być może kolejny rozdział w historii Polski i Ukrainy, my naszą rękę wyciągnęliśmy po słowiańsku; szeroko, ze szczerym uczuciem i życzliwością.

Po czwarte, Rosja tworzy dziś państwo ukraińskie. Tworzy jego historię, jego legendy, jego bohaterów, mit narodowy na którym wychowa się wiele pokoleń. O ile nie zniszczą tego dzielnego narodu do ostatniego człowieka, tak Ukraińcy będą mieć zawsze siłę w pamięci tej obrony przed tak nieusprawiedliwioną agresją. Ten fundament może być też tak szeroki i tak mocny, że przykryje poprzednie warstwy tej konstrukcji. To też byłoby dobre dla Polski.

Po piąte, dzięki pomocy dostarczanej Ukrainie, Polska wyraźnie zaznaczyła fakt bardzo znaczący – jesteśmy, tam gdzie jesteśmy. To od naszej postawy zależała forma i skala tej pomocy, to od naszej otwartości zależy przepływ cudzoziemskich ochotników do walki z Rosją. Mogliśmy przecież zachować się jak Węgry. Tak hipotetycznie przecież mogliśmy też zamknąć granicę i oznajmić, że to nasza wojna, nie nasza sprawa. Inne państwa, nasi sąsiedzi, muszą jednak mieć na uwadze, że w niespokojnych czasach postawa Polski też ma wpływ na rozwój wydarzeń. Putin dał nam szansę po raz kolejny okrycia tego faktu i oswojenia się z nim. Dzięki jego działaniom i inni muszą to dostrzec.

Po szóste…Muszę wyjawić tu pewien fakt. Na Kremlu nie bywam, z Władimirem Putinem nie dyskutujemy do późna w noc o polityce, nie gramy razem w szachy, a nawet w makao. Nie znam stosunków na głównych szczeblach władzy rosyjskich. Zdawać się muszę tu na ekspertów, a w ich opinię wierzę o tyle, że opisują oni ten sam schemat, który ze wchodu odziedziczyliśmy i nieszczęśliwie pielęgnujemy. Każdy Polak chyba go doskonale kojarzy z wielu dziedzin życia; czy to z biznesu, czy środowiska akademickiego, samorządów, czy innych organizacji. Polega on na wytworzeniu się rdzenia siły, który gromadzi wokół siebie krąg lojalnych ludzi. Ta orbita „miernych, biernych, ale wiernych” nie dopuszcza żadnego żadnej świeżej myśli, czy odmiennej opini wzmacjąc rdzeń w swojej konstrukcji. Mało tego, ta orbita tworzy swoje mniejsze kręgi budowane na tej zasadzie. W rezultacie taka konstelacja trwa do momentu widowiskowego upadku, a później odtwarza się na tej samej zasadzie. Dzięki Władimirowi Putinowi możemy zobaczyć jak taki układ może zagęścić się w swoim własnym sosie, przekalkulować sytuację i zakrywać prowizorkę. W ciężkich czasach nie możemy sobie na to pozwolić. Musimy od tego schematu odejść, od zastępowania fachowców „swoimi” ludźmi, obsadzaniem pociotków w spółkach skarbu państwa, promowaniem miernot itd. Zwyczajnie nie stać nas na takie postępowanie, na państwo poważne i gotowe jako naród po prostu zasługujemy. Udowodniliśmy to w ostatnich dniach wyraźnie.

Są i inne przysługi, dziś bardziej w formie ewentualnych zarysów przyszłości. Nie jestem panem Rzeckim, by politykować i fantazjować zarazem, choć ochotę mam niesamowitą. Ale za nawet hipotetyczne rozwiązania i możliwości dla regionu bez imperialnej Rosji to też pewna przysługa. Pozwala zmierzyć się z własnymi myślami, odkrywać nowe obszary zagadnień i możliwości. Ale tyle już wystarczy, by nie wyszła zbyt wielka laurka.

Autor: Andrzej Smoleń

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.