Nie chcąc urazić nikogo postanowiłem nie porównywać wojny rosyjsko – ukraińskiej do tej, którą toczyliśmy z bolszewikami, z lekkim nadkładem, sto lat temu. Zresztą, byłoby to zadanie o tyle karkołomne, że ciężko zestawić wojnę ze „specjalną operacją wojskową”. Tym niemniej kilka luźnych analogi skłania mnie do napinania kolejnego felietonu z serii „wojennych” i żeby ominąć wszystkie te pułapki, to porównam jedynie kilka wydarzeń z roku 1920 i 2022.

Zarówno dziś, jak i przed wiekiem państwo rosyjskie w swojej aktualnej postaci, wtedy bolszewickie, post-carskie, a dziś neo-carskie, lub może nawet neo-stalinowskie, toczyło/toczy wojnę z sąsiadem. I dziś, i wtedy obrona odbywa się z wielką pomocą państw zachodnich, zagraniczni instruktorzy szkolą wojska obrońców, udzielana jest pomoc w sprzęcie. Jednocześnie (w 1920 roku bardziej) część zachodnich społeczeństw jednak popiera agresora wierząc w rewolucje komunistyczną, lub neo-konserwatyzm rosyjski. W armiach obrońców walczą zagraniczni ochotnicy. Agresor (w obu przypadkach ten sam) rzuca część sił do ataku na stolicę przeciwnika. Obrońcy skutecznie powstrzymują katastrofę, a kontruderzenie znad Wieprza zmusza Rosjan do ucieczki w 1920, kontruderzenia na zachód od Kijowa w 2022 wymuszają „realizację planu” rosyjskiego i wycofanie na Białoruś i wschód.

W 1920 roku nastąpiła runda druga. To zresztą bardzo ciekawe, że po wielu naszych słynnych zwycięstwach dochodziło do dogrywek, które są już mniej znane, a często równie znaczące i bardziej doceniane przez historyków. Po Grunwaldzie doszło do bitwy pod Koronowem, po Wiedniu do bitwy pod Parkanami, a po bitwie Warszawskiej (1920) do bitwy nad Niemnem. Było to ostatnie, równorzędne starcie tamtej wojny. Po niej nastąpił jedynie pościg za uciekającą armią czerwoną. Jednak, co warto podkreślić, ostateczne rozbicie sowietów dokonało się właśnie w rundzie drugiej, nie po samej bitwie Warszawskiej. Wtedy też, tak jak i w 2022, sowieci zdołali się przeorganizować i stanąć do kolejnej potyczki.

Ciężko ocenić jak potoczyłyby się losy Polski, Europy i świata, gdyby bitwa nad Niemnem nie dopełniła zwycięstwa odniesionego pod Warszawą. Rosja przyjęła cios, zatoczyła się w tył, i trzeba było jej dać jeszcze raz w kły, by zasiadła do rozmów pokojowych. Podobnie jest i dziś, gdy obie strony przygotowują się do drugiej rundy. Wygrana bitwa o Kijów niestety może nie mieć żadnego znaczeniam jeżeli nie zostanie dopełniona kolejnym zwycięstwem na wschodzie.

Autor: Andrzej Smoleń

Gdyby ktoś życzył sobie dostawać powiadomienia o moich kolejnych tekstach, stworzyłem profil na Twitterze. Zapraszam chętnych do obserwowania:

https://twitter.com/andrzej_smolen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.