Demografia jest tym rodzajem młyna, który miele powoli, ale miałko. Ta parafraza przysłowia dobrze też określa zagadnienie demografii, gdyż skutki nią powodowane są nieuchronne, choć zauważalne dopiero po dłuższym czasie. Wiszą jednak nieustannie, niczym miecz Damoklesa na cienkim włosie, nad naszymi głowami. Konsekwencje „kiedyś” powodowane będą liczbami z „dziś”, podobnie jak te „dziś” wywołane są przez liczby z „wczoraj”. Oczywiście w ogólnym, dość modelowym zarysie nie da się jednak wykreślić każdego, najmniejszego szczegółu i konsekwencji wynikających z dzisiejszej demografii społeczeństw europejskich. Jest to podobne do stwierdzenia, że za trzydzieści lat dzisiejszy nastolatkowie decydować będą o rozwiązaniach politycznych i społecznych – naturalna kolej rzeczy, która wymaga przekazywania pałeczki w sztafecie pokoleń. Jakie jednak decyzje podejmą kolejne pokolenia, na co położą nacisk, gdzie skierują energię, lub co odrzucą, możemy jedynie próbować zgadywać na podstawie ich dzisiejszego obrazu. Wracając do demografii, pewne jest jedno; społeczeństwa europejskie – zwłaszcza jeżeli brać pod uwagę etnicznych Europejczyków – będą starzeć się w coraz to szybszym tempie. To fakt wynikający z dzisiejszego modelu i jest tak samo pewny jak fakt następowania po sobie kolejnych pokoleń. Liczby wskazujące stosunek dzieci do ludzi w dorosłym już wieku są obiektywne, nie podlegają interpretacji. Z tym nie da się dyskutować. Co jednak z tego wyniknie za lat „dziesiąt”, nad tym można już tylko się zastanawiać, rozważając scenariusze dyktowane obserwacjami i zdrowym rozsądkiem.

Sposobem na łatwo zrozumiałe przedstawienie zagadnienia demografii i jej skutków jest wykreślenie piramidy płci i wieku. Taki wykres, łącząc w sobie dane liczbowe z graficznym przedstawieniem wartości opisuje aktualną sytuację i pozwala poznać jej następstwa. Co ważne, do analizy piramidy nie potrzeba specjalistycznej wiedzy, a zrozumienie zasad jej budowania pozwala na bardzo sprawne, „na pierwszy rzut oka”, zrozumienie struktury społecznej i wynikających z niej konsekwencji. Na przykład trójkątny kształt piramidy, ze zdecydowaną przewagą dzieci i ludzi młodych gwarantuje, że społeczeństwo w perspektywie najbliższych pokoleń będzie nasycone osobami w wieku produkcyjnym, którzy dźwigają w codziennym trudzie na swych barkach ciężar życia gospodarczego. Oznacza to również i to, że taki system emerytalny, który znamy z Polski (ludzie pracujący obecnie „płacą” emerytury tym, którzy już wyszli z rynku pracy) nie spotkają turbulencje wywołane coraz większa rzeszą tych, którzy świadczenia pobierają. Ale taki kształt piramidy zapowiada też trudności, np. zwiększony popyt na mieszkania, konieczność rozwoju gospodarczego, który zapewni pracę rosnącej liczbie osób wchodzących na rynek, konieczność zapewnienia edukacji większej liczbie dzieci itd.


Wykres przedstawiające społeczeństwo „młode”, zbiorczy dla Afryki za rok 2019

Wnioski można również wyciągać z wykresu płci i wzajemnej liczebności pań i panów. Gdy równowaga (szczególnie na dole) piramidy zostaje zachwiana (na przykład w wyniku wojny, epidemii, czy polityki państwowej), zapowiadać to może pewne problemy społeczne. W wyniku polityki jednego dziecka w Chinach nierównowaga taka doprowadziła do interesujących skutków. Wskutek przewagi młodych mężczyzn wymagania kobiet, które mogą przebierać w ofertach matrymonialnych, wzrosły w sposób znaczący. Chiński kandydat na narzeczonego musi bardzo się postarać, by udowodnić, że może zapewnić sobie i przyszłej małżonce odpowiedni status materialny. Ma to oczywiście szerszy wpływ na gospodarkę, zwyczaje i codziennie życie. I choć na wykresie różnice w wartościach względnych (procentowo) mogą nie wydawać się wielkie, tak przekładając je na liczby bezwzględne i uwzględniać chińską skalę otrzymujemy przewagę około 20 milionów mężczyzn nad kobietami w przedziale wieku 20-40!


Piramida płci i wieku dla Chin w roku 2019 z procentową przewagą mężczyzn w każdej grupie, aż do przedziału 65-69

Nierównowaga na stopniach piramidy odczytywana może być przez pryzmat innych czynników. Ponieważ narodziny chłopców i dziewczynek, bez „interwencji” państwowych wytycznych, rozkładają się w społeczeństwie niemal idealnie w stosunku 50%-50%, tak zachwianie tej symetrii prowokuję do poszukiwania odpowiedzi o czynnik, który wywołał dysproporcję. Na przykładzie piramidy ZSRR z roku 1950 widać tragiczne wręcz różnice liczbami kobiet i mężczyzn w przedziale 20-50 lat, wywołane wojna II światową.


Piramida płci i wieku dla ZSRR w 1950 roku pokazująca ogromną dysproporcję płci w wyniku milionów poległych mężczyzn podczas II wojny światowej

W dzisiejszej Polsce to panie żyją zauważalnie dłużej, co powoduję też wyraźnie odchylenie w górnych partiach piramidy. Tym razem powodowane jest ono niezdrowym trybem życia panów w Polsce, unikaniem lekarzy, ciężką pracą, stresem itd. Pomimo dłuższego okresu zawodowego to panowie krócej cieszą się emeryturą, co w pewien brutalny sposób odciąża i pozwala przetrwać systemowi emerytalnemu. Jak widać na tych przykładach, jeden mały wykres opisywać może wiele zależności, zjawisk, skutków i prowokować do pytań o przyszłość na podstawie aktualnego kształtu piramidy. Nic nie stoi na przeszkodzie, by poddać pobieżnej choćby analizie piramidy Polski i Wielkiej Brytanii, oraz podyskutować o nadciągających skutkach, ale też i o aktualnych konsekwencjach.

Obecna struktura piramid wielu zachodnich państw bierze swój początek w latach bezpośrednio następujących po II wojnie światowej. Zakończenie działań wojennych, próba odbudowy państw i zniszczonych gospodarek, wsparcie Europy przez USA planem Marshalla i zwyczajne, ludzkie pragnienie normalnego życia spowodowały dość mocne odbicie dzietności. Jest to sprawa naturalna, że w warunkach walki, czy okupacji ciężko o stabilność pozwalającą na założenie rodziny i posiadanie dzieci. Wielu okładało takie decyzję na „po wojnie”. Podobny mechanizm nastąpił również w Stanach Zjednoczonych i dzięki temu na świecie przyjęła się amerykańska nazwa na pokolenie tamtego wyżu demograficznego –baby boomers. Wzrost narodzin na wykresie przestawiającym Stany Zjednoczone jest bardzo wyraźny, podobnie zresztą jak w Polsce.


Piramida płci i wieku dla Stanów Zjednoczonych w roku 1960. Przedział 0-15 wyraźnie wskazuję na baby boom

Podobna sytuacja w Polsce w latach powojennych. Widać również ubytek dorosłych mężczyzn i ogólny spadek liczebności osób w wieku 40-44, a więc w latach wojny osób mających 24-39 lat

Sytuacja taka, podobnie jak jak w innych krajach, była zjawiskiem czasowym. Po pewnym czasie wyż demograficzny zaczął wygasać, by po kolejnych trzydziestu fala wezbrała po raz kolejny, choć już nie tak mocno. Jest to oczywiste echo boomu, który przez sama swoją liczebność spowodował kolejne wybrzuszenie wykresu w latach 80. Spodziewana, kolejna fala narodzin (wnuków powojennego baby boom’u) oczekiwana na lata 2000-2015 nastąpiła już z o wiele mniejszym wzmocnieniem, spowodowanym zmianą modelu rodziny. Z wielodzietnych, powojennych rodzin, przez częsty model 2+2 (rodzice+dzieci), lub 2+3 w latach 80., społeczeństwo doszło do modelu 2+1, lub 2+0 (ewentualnie 2+ pies lub kot), a czasami świadome 1+0. Naturalną jednak koleją rzeczy lata mijają, każdy z nas, niezależnie od wieku, przesuwa się wraz z rówieśnikami na „piramidzie” do góry, społeczeństwa przez ciągła wymianę (ktoś się rodzi, ktoś umiera), zmieniają swoje oblicze. I ten ostatni punkt jest równie ważny jak suche liczby na wykresie – zmiany społeczeństwa, jego zwyczajów, ambicji, oraz ogólnych rozwiązań politycznych i socjalnych mogą być również w dużej mierze kierowane demografią.


Polski, powojenny wyż demograficzny w w roku 1985 widoczny jako wybrzuszenie w połowie wykresu. Na dole piramidy dostrzec można mniejsze już echo wyżu – dzieci baby boomers
W 2015 roku trzecia fala wyżu wezbrała już w sposób niemal niezauważalny (na dole). W górnej i środkowej części wykresy widać wcześniejsze wzrosty (powojenny i lat 80.)

Powojenny wyż demograficzny w Wielkiej Brytanii nie jest tak wyraźny, jak choćby w Polsce czy Stanach Zjednoczonych, aczkolwiek jest zauważalny i rozciągnięty w czasie mniej więcej do lat 70-tych. W jego wyniku na brytyjski rynek pacy, począwszy od lat 80-tych trafiała wielka liczba młodych osób. Mieli oni nie tylko wpływ na gospodarkę, przez pracę i konsumpcję napędzając jej wzrost, ale w swojej liczbie stawali się wyraźną siłą polityczną, z którą należało się liczyć w społeczeństwie demokratycznym. Trafiłem ostatnimi dniami na wykład przedstawiciela brytyjskiego think-thanku, który analizując to zagadnienie stwierdził, że wolnorynkowe reformy przeprowadzone przez Margaret Thatcher były możliwe dzięki oczekiwaniom rosnącej klasy średniej, tworzonej przez baby – boomerów. To pokolenie nie działało oczywiście w próżni, było i nadal jest, częścią brytyjskiego społeczeństwa. Z lat aktywności zawodowej zaczęli przechodzić płynnie, ale konsekwentnie, kolejnymi rocznikami do etapu emerytury. Proces ten zresztą wciąż trwa. Część z tych emerytów, którzy dorobili się odpowiednich majątków spędza ten czas w krajach południowej Europy. Zdecydowana większość została jednak w kraju i ich obecność w oczywisty sposób nie jest bez wpływu na sytuację społeczno-ekonomiczną kraju. Ci, którzy wykorzystali czas swojej pracy na zabezpieczenie przyszłości zbierają owoce swojej aktywności zawodowej. Dlatego też nie jest niczym nieprawdopodobnym spotkać brytyjskiego emeryta spędzającego wolny czas na łodzi, czy na wycieczkach z przyczepą kempingową. Większa część żyje jednak „normalnie”, co wcale nie oznacza, że bez wpływu na społeczeństwo i wybory polityczne, bo przeważająca liczba emerytów wywołuje negatywne, z perspektywy społeczeństwa, konsekwencje. Obszar, możliwy do zabudowy nie może być rozciągany w nieskończoność, przez co w wielu regionach Wielkiej Brytanii trudno młodym ludziom kupić, a czasami nawet wynająć swój dom. Statystycznie to właśnie pokolenie wywodzące się jeszcze z wyżu demograficznego ma do dyspozycji większa powierzchnię mieszkalną, która jest „zablokowana” dla młodszych. Oczywiście, oczekiwania społeczeństwa, w którym dominowali młodzi, chcący dorabiać się majątku i oczekujący wolnorynkowych reform są inne od takiego, w którym przeważają ludzie już „syci” i spełnieni. I choć ciężko przechodzi to nawet przez klawiaturę, bez rewolucji w systemie nie jest możliwy powrót do takiej wolności gospodarczo-społecznej, których doświadczyły zachodnie pokolenia baby – boomerów. Nowe, dzisiejsze oczekiwania, wnoszone przez dokładnie tych samych ludzi kilkadziesiąt lat później, skupiają się na odpowiedniej opiece medycznej i socjalnej. Te czynniki każdy polityk, bez znaczenia z którego skrzydła wywodzi swoje spojrzenie na świat, musi uwzględniać. Zresztą, nawet najbardziej piękny i aktywny czas emerytury, najczęściej przechodzi w etap, gdzie człowiek wymaga wsparcia innych, czasami nawet przez długie lata. To obciążenie również musi być brane na barki państwa, w konsekwencji na barki podatnika. A to już jest jednoznacznie związane z obciążaniem pracujących, już w zmniejszonej liczbie młodych osób, które przyszły na świat po wygaszaniu się wyżu demograficznego. Stąd też prosta droga do takich decyzji, jak ta sprzed kilku miesięcy rządu brytyjskiego o podniesieniu stawki ubezpieczenia społecznego, które ma finansować rosnące potrzeby systemu opieki.

Wchodzące na brytyjski rynek pracy pokolenie powojennego wyżu w latach 80.
I wychodzące z niego w 2020

To tylko jeden z przykładów w którym istnieją potencjalne punty zapalne konfliktu pokoleń. Istnieje ich cała masa, związana z różnicą oczekiwań co do zasad życia w społeczeństwie. Ostatnia przecież pandemia mogła nieść ze sobą tarcia na tym punkcie, wszak to osoby starsze były bardziej narażone na niebezpieczeństwa i powikłania po chorobie, co zmusiło całe społeczeństwo (a więc i młodych) do ograniczeń i wyrzeczeń. Fraza „chroń babcię” stała się zarówno hasłem oznaczającym odpowiedzialność, jak i ironicznym podsumowaniem zakazów, które najczęściej przecież dotykały młodych ludzi. O ile jeszcze tej sytuacji, w której chroniono seniorów kosztem ograniczania swobody młodszych nie można opisać jako punktu zapalnego do konfliktu pokoleń, tak pokazuje ona kierunek w którym dryfować będą musiały europejskie społeczeństwa. I co bardzo ważne – nie wynika to z dobrej lub niedobrej woli rządzących, to konieczność twardo wymuszana kształtem piramidy płci i wieku. Istniejąca w Polsce Krajowa Partia Emerytów i Rencistów nie jest ważną siłą sejmową jedynie dlatego, że każda partia, nie mająca tendencji do politycznego samobójstwa musi uwzględniać głosy starszych pokoleń, jest to po prostu siła, której nie można lekceważyć. „Zabierz babci dowód” było hasłem, które już wiele lat temu mogło wskazywać na nadchodzący trend.

Wpływ polityczny przekłada się na na inne, ważne dziedziny życia z „namacalnymi” tego skutkami. Ma to szczególny wymiar w systemie społecznym znanym nam z Polski, ale i pośrednio dotyczy każdego państwa, które gwarantuję bezpłatną opiekę zdrowotną i wsparcie socjalne. Niestety nie ma dobrego wyjścia z tak patowej sytuacji, bo każde proponowane rozwiązanie krzywdzi jakaś grupę społeczną. Dobrym dowodem na to była debata, reforma podnosząca wiek emerytalny, oraz późniejsze jej wycofanie. A było to, z systemowego puntu widzenia, rozwiązanie pośrednie, wręcz pierwszy, mały krok do uzdrowienia całości. Modelowo niestety, przy rozcięciu tego węzła gordyjskiego, ucierpią albo seniorzy, którym będą wypłacane emerytury symboliczne, nie pozwalające nawet nie na godne życie, co na życie w ogóle, lub młodzi, którzy w podatkach, daninach, opłatach etc. utrzymywać będą starsze pokolenia kosztem swoim i swoich (być może nawet nie założonych z tego powodu) rodzin. W tym momencie obrany został w Polsce kierunek drugi. Jego skutki już są odczuwalne, a odczuwane będą coraz mocniej, z każdym kolejnym rokiem w którym zwiększać się będzie liczba emerytów i ludzi na utrzymaniu skarbu państwa. Czy jest to rozwiązanie niesprawiedliwe? W pełnym zakresie tego słowa. Niestety każde inne wyjście byłoby niesprawiedliwe również, to kwestia wyboru, która grupa społeczna (lub może które pokolenie) zostanie skrzywdzone.

Tak przedstawia się sytuacja na dziś. Rzec można bez cienia przesady, że jest ona zła. Jednak piramida dzisiejsza, uwzględniająca różne zależności i sensowne założenia pozwala zbudować również wiarygodny model na następujące dziesięciolecia. I o ile jest dziś sytuacja jest zła, tak za trzy kolejne pokolenia będzie ona katastrofalna. O tym jak bardzo opowiedzą Jaś i Małgosia.:

Jaś i Małgosia są wymyślonymi dziećmi na potrzeby tej opowieści i wyobraźmy sobie, że są to noworodki urodzone w polskich rodzinach w momencie czytania tego tekstu. Obydwoje, jak wynika ze statystyki, mają szansę dożyć do roku 2100, w którym, już wtedy pani Małgorzata i pan Jan, będą obchodzić swoje 78 urodziny. Jeżeli założyć nienaruszalność wieku emerytalnego, pani Małgorzata będzie na emeryturze od 18 lat, pan Jan od 15. Zakładając, że oboje kończyli studia magisterskie, swoją karierę zawodową rozpoczęli w wieku około 23 lat. Oznacza to, że dziś urodzona Małgosia pracować będzie, przy zakładanej długości życia 80 lat, jedynie 37 lat, a więc mniej niż pół danego jej czasu na ziemi! Trochę inaczej jest u panów, którzy żyją krócej i później przechodzą na emeryturę, ale przecież istnieje szansa, że młody Janek wybierze służby mundurowe, które pozwolą mu przejść na emeryturę jeszcze wcześniej. Dodatkowo istnieje też pewien czynnik , który może wnieść nutę cierpkiej goryczy w ich święto 78. urodzin. Otóż w ciągu życia tych dzisiejszych noworodków, a w 2100 starszych państwa ubędzie niemała liczba Polaków. Świadomość, że od narodzin do końca milenium, w przeciągu ich życia ubyło 14 (!!!) milionów Polaków może zepsuć im nawet najbardziej piękną uroczystość. Bo tak też wygląda prognoza dla Polaków, która jest wprost tragiczna – po prostu jesteśmy na progu wielkiego wymierania. Do końca tego stulecia ubędzie nas więcej niż wynosi obecna populacja Czech czy Belgii! Mało tego, nawet kształt piramidy w 2100 roku jest pesymistyczny, gdyż przyjmie kształt odwróconego stożka, a więc przeciwieństwo piramidy społeczeństwa rozwojowego. Oznacza to, że trend kurczenia się naszego narodu będzie się pogłębiał. Kraje zachodnie, takie jak Wielka Brytania, mają prognozę na kształt zbliżony bardziej do prostokąta, co również jest sytuacją złą, ale prognozuję mniej, więcej stałą liczbę ludności. Taki model, przy założeniu, że nie nastąpi coś jeszcze gorszego, np. wyniszczająca ludzkość wojna lub pandemia z ogromną śmiertelnością, oprócz opisanych skutków ekonomicznych wywoła też poważne skutki społeczne. A te przemodelują dość poważnie i nasze społeczeństwo, i cały naród.

Katastrofalna prognoza dla Polski na rok 2100
Również Wielką Brytanię czeka niełatwa sytuacja demograficzna

Opis rzeczywistości pod koniec wieku może przyjąć jedynie kształt modelu matematycznego. Problem jedynie w tym, że wyobrazić sobie można jedynie gorsze scenariusze co do naszej demografii, nawet najbardziej szalony optymista nie założy, że nagle w polskich rodzinach zacznie się rodzić taka liczba dzieci, jaka pojawiła się na świecie w okresie powojennego wyżu. Wszystkie punty świadczące przeciw temu założeniu (kultura, oczekiwania, dostępność do usług publicznych i prywatnych, tryb życia i wiele innych) można opisywać osobno przez wiele stron, nie miejsce tu na to. Tym niemniej jednak jest to taki element rzeczywistości, który jest jak koń – każdy widzi. Dlatego też unikając taktyki strusia należy przyjąć i zakładać w planach scenariusz w którym liczba Polaków na świecie będzie zgodnie z modelem spadać, i to spadać dramatycznie. Dodając do tego wcześniejszy opis struktury wieku (coraz większa liczba emerytów), wynik przedstawia się tak, że pożegnać musimy się ze społeczeństwem jednonarodowym. Ten spadek po II wojnie światowej jest pewnym odchyleniem od normy w historii naszej państwowości. Polska piastów, którą można określić (przy pewnym wysiłku) jako jednolitą narodowo, przekształciła się w Polskę Jagiellonów, a później w I Rzeczpospolitą, które były już państwami wielonarodowymi. Podobnie jak i II Rzeczpospolita, gdzie kwestie te, dzięki obudzonej w XIX wieku świadomości narodowej wielu grup etnicznych, stawały się coraz to mocniej palące. PRL, oraz znana nam najlepiej III Rzeczpospolita były już, w wyniku przesiedleń i przekształceń państwami w przeważającej mierze jedno-etnicznymi. Dziś w naszej pamięci zbiorowej trwa jedynie taki model – państwo zamieszkane przez jeden naród, z niewielkimi jedynie mniejszościami narodowymi. Nie znamy już z własnego doświadczenia napięć powstających na tle narodowościowym czy religijnym. Nie mamy tak licznej diaspory żydowskiej, nie mamy konfliktów z Niemcami czy Ukraińcami, jakie miały miejsce w II Rzeczpospolitej. Ze względu na opis zawarty w poprzednich akapitach ten model dobiega końca. Nie da się utrzymać tego stanu bez powrotu totalitaryzmu i zamknięcia granic, co raczej w przewidywalnej przyszłości nam nie grozi. Konieczność wręcz wymusi rozwiązanie odwrotne. Przez niemożność utrzymania obecnego systemu społecznego Polska będzie musiała uzupełniać siły w naszej gospodarce emigrantami. Skąd? To temat na oddzielne rozważania, natomiast ważne jest tu by zaznaczyć jedno – kosztem utrzymania państwa jednonarodowego, położenie na barki kolejnym pokoleniom Polaków ciężaru utrzymania rosnących grup czerpiących jedynie ze wspólnej kiesy nie byłoby jedynie niesprawiedliwością. Byłoby również okrucieństwem względem młodych ludzi, pragnących najzwyczajniej w świecie żyć i tym życiem się cieszyć na własny rachunek.

Warto tu zauważyć, że tej same problemy dotkną i inne państwa, nawet te w naszym najbliższym otoczeniu. Jeżeli nawet nie na taką skalę, to jednak w sposób odczuwalny. Już można odczuwać pewne zwiastuny tej sytuacji, gdy w wielu branżach jest najzwyczajniej bardzo ciężko o pracowników. Walka o „ludzi”, o tych pracowitych i energicznych (tak, to o nas – Polakach) może wyciągać w jeszcze większym stopniu potencjał z naszego kraju. Potencjał gospodarczy krajów zachodniej Europy jest wciąż wielokrotnie większy od naszego, co ułatwiać będzie pokazanie atrakcyjnej alternatywy polskiemu lekarzowi, inżynierowi, hydraulikowi, czy robotnikowi. I te dwa zjawiska, wiele na to wskazuję, nałożą się na siebie – z jednej strony kurczenie się polskiego społeczeństwa i konieczność sprawdzania imigrantów, oraz jednoczesna, dalsza emigracja z Polski ludzi w wieku produkcyjnym. W rezultacie tych dwóch nurtów, być może już w bardzo niedalekiej przyszłości, znajdziemy się w punkcie gdzie zaważy się nasza przyszłość i w ogóle możliwość trwania jako narodu. Łatwiej, nawet siłą rozpędu, jest trwać w jednolitym społeczeństwie o jednym języku, wspólnej historii, kulturze itd. Osłabianie tych więzów od środka (przez imigrację) raz na zewnątrz (przez emigrację) będzie doskonałym sprawdzianem, czy uda nam się owe węzły z powrotem wzmocnić. Czy uda nam się, Polakom nad Wisła i nad każdą inną rzeką świata, szanować język, znać historię, kochać dziedzictwo dane nam przez przodków i zachować dla kolejnych pokoleń? I czy pociągnie to za sobą szacunek dla samych siebie i poczucie obowiązku względem samego narodu? Jeżeli tak – zasłużymy na to, by dalej trwać w dziejach świata. Jeżeli nie – staniemy się w końcu, dzięki demografii i własnej słabości kulturowej, minioną ciekawostką w układance światowych dziejów.

Autor: Andrzej Smoleń

https://twitter.com/andrzej_smolen

Wykresy pobrano ze strony: www.populationpyramid.net

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.