World museum w Liverpoolu stworzyło kampanię #WMWhereNext, której celem jest dyskusja o przyszłym kształcie wystawy The world cultures (kultury świata). Eksponaty zebrane na czarnym lądzie, w Egipcie, Oceanii, w Amerykach, czy Azji są świadectwem zasięgu potęgi brytyjskiej w XIX wieku, ale także przypominają o kolonialnej przeszłości kraju, wraz z wszystkimi tego konsekwencjami.

To, co jest pięknym eksponatem i zabytkiem, może być równocześnie dowodem zbrodni, na ludziach i na całych kulturach. Skradziony obraz na ścianie przez swoje piękno nie usprawiedliwia sposobu, w jaki na tej ścianie się znalazł. Ma to znaczenie szczególnie dziś, gdy na wyspach brytyjskich żyją przedstawiciele chyba wszystkich narodowości świata. Zabytek, który nie ma żadnego ładunku emocjonalnego dla tutejszych (lub budzi dumę i tęsknotę za imperium), może być dla innych symbolem hańby, na wzór oglądania tryumfu zwycięzcy przez zwyciężonego. Dumna prezentacja gościowi srebrnej, kunsztownej zastawy, gdzie obie strony doskonale wiedzą, że została skradziona z domu tego drugiego, jest co najmniej nietaktem.

Logika dzisiejszych nurtów społecznych każde byłym narodom kolonialnym zmierzyć się z tą tematyką. Nie można bez wewnętrznej sprzeczności korzystać z dobrodziejstw imperium, z czasów gdy naprawdę było great,i równocześnie płynąć zgodnie z współczesnym nurtem poprawności, równości, i innych -ości.

Narodowe wyrzuty sumienia to sprawa poważna, równa niemal osobistym mękom moralnym, dlatego bardzo interesujące jest sprawdzenie sposobów na oswojenie grzechów przeszłości. Nie ukrywam, że przyglądam się temu z dużą ciekawością, ale próby rozładowania napięcia żartem (pośmiejemy się z „Jądra Ciemności”?), sugerują że próba zadośćuczynienia jest wymuszana okolicznościami.

Nasz naród, nie zamknięty na wyspie, ale usadowiony w miejscu, w którym musiał wielokrotnie opierać się najazdom, doznał też masowej grabieży dzieł kultury. Zaczęło się to, na ogromną skalę, jeszcze w czasach potopu szwedzkiego, który spustoszył kraj pod wieloma względami. Rozbiory, i żywe jeszcze w pamięci zbiorowej doświadczenia II wojny światowej to kolejne akty tego dramatu. Co jakiś czas wypływają na zachodnich licytacjach zaginione zabytki naszej kultury, z „prywatnych” zbiorów. Znaczna ich część jednak zaginęła bezpowrotnie, jak chociażby insygnia koronacyjne naszych monarchów.

Z tego powodu, jako przedstawiciel narodu okradanego, z dużym zainteresowaniem obserwuje jak naród obciążony zbrodniami swoich przodków radzi sobie z konsekwencjami, jakimi ścieżkami szuka drogi wyjścia. Ale chodzi mi przede wszystkim o reakcje na poziomie „instytucjonalnym”, poważnym, nie o emocjonalną, nastoletnią histerię. I niestety, mam takie wrażenie, że po raz kolejny jest to pięknie opakowany cynizm.

Autor: Andrzej Smoleń

Ten i inne felietony autora, oraz “historie z emigracji” na stronie:
http://emigraniada.com
https://www.facebook.com/emigraniada

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.