Spotkanie autorskie z Panią Różą przebiegło w bardzo przyjemnej atmosferze. Rozpoczęło się o godzinie 14:00 i trwało ponad dwie godziny. Wywiad z Panią Różą przeprowadziła Beata Karbownik, którą mieliście już okazję poznać u nas, gdy prowadziła spotkanie autorskie z Magdaleną Lytek-Dehilles.

Dowiedzieliśmy się podczas tego spotkania, że można jeść słodycze i w ogóle nie przybierać na wadze, skąd się wzięła miłość do filiżanek u Pani Róży, rozwiązaliśmy zagadkę – laptop czy długopis i kartka papieru? Przeprowadziliśmy dyskusję na temat różnych narodowości i tego jak inne jest ich zachowanie w porównaniu z naszym wyobrażeniem. Wiemy, że Gastronautka będzie ponownie wydana oraz, że jest kolejna książka w produkcji – Emigrantka. Dowiedzieliśmy się dlaczego razem z Mentalistką można kupić kartki, filiżanki, zakładki, pojemniki na chusteczki i wiele innych w tej samej szacie graficznej (oraz, że projekt będzie kontynuowany przy kolejnych książkach! ). Bardzo zapadł mi w pamięci również moment, kiedy Pani Róża powiedziała, że ‘brak weny to wymówka dla leniwych artystów’. Bo nie można czekać aż wena przyjdzie żeby coś napisać. Gdyby tak było to powstałoby dużo mniej książek. Raczej wszyscy wolimy usiąść z drinkiem na plaży niż pracować. Czasem tekst wyjdzie gorzej, czasem lepiej, ale trzeba usiąść i coś napisać. Jak to szło… Jeżeli wena przyjdzie to ma zastać mnie przy pracy – chyba jakoś tak. Biorąc do serca te słowa, właśnie piszę tę recenzję na telefonie jadąc porannym autobusem na carboot. A pisarz ze mnie żaden , także proszę o brawa za oddanie się sprawie 😉 A tak trochę bardziej na poważnie – cieszę się, że mogę napisać o tym spotkaniu. Oczywiście uważam, że są osoby które zrobiłyby to o niebo lepiej, ale i tak się cieszę. Dumnie podpiszę się pod spodem swoim imieniem i nazwiskiem, bo najzwyczajniej w świecie jestem dumna, że miałam okazję brać w tym udział. Frekwencja dopisała, towarzystwo było wyborowe, bardzo dużo się dowiedziałam i mam teraz sporo do przemyślenia. I nie wydaje mi się, że to tylko moje odczucia. Kiedyś jak czytałam relacje z wydarzeń i trafiałam na takie, w których było napisane o czym ono było, ale nie było odpowiedzi to się denerwowałam – no bo co to za relacja, ja chcę wiedzieć, znać odpowiedzi! A teraz rozumiem. Gdybym streściła po kolei co się działo, dała wam wszystkie odpowiedzi – to by była profanacja i brak szacunku do tych, którzy się pojawili osobiście. Którzy poświęcili swój czas, żeby pokazać jeszcze nie tak bardzo rozpoznawalnej autorce, że jej książki chce się czytać. Że te książki i jej twórczość jest bardzo mile odbierana i żeby nie wiadomo co, nie przestawała. O braku szacunku do samej autorki chyba nie muszę już pisać? Poza tym liczę też trochę, że odrobina tajemnicy przyciągnie kilka osób na następne spotkanie autorskie.

Muszę się przyznać, że do momentu spotkania autorskiego nie widziałam się z Panią Różą. Szczerze powiedziawszy nawet nie miałam zbyt wielu okazji do wymienienia z nią wiadomości – wszystkim cierpliwie zajmowała się Grażynka. Ja tylko dodawałam otuchy i wyrażałam swoje zdanie. W związku z tym, że nie miałam do dzisiaj okazji poznać Pani Róży i jedynie dostawałam wytyczne co do przebiegu wydarzenia. Byłam przerażona tym spotkaniem. Byłam pewna, że będzie sztywno, nienaturalnie. Jest mi teraz tak głupio, że w ogóle tak pomyślałam! Pani Róża to kobieta, która wie czego chce, dąży do celu i jak sama powiedziała podczas wywiadu – swoje cele osiąga. Jest to również kobieta bardzo elegancka, miła, ciepła i (choć twierdzi, że tak nie jest) potrafiąca doprowadzić czytelników do płaczu ze śmiechu. Jest mi niezmiernie miło i czuję się wręcz zaszczycona, że mogłam Panią Różę poznać. Mam nadzieję, że będzie nam dane zorganizować nie jedno spotkanie autorskie z jej udziałem.

Autor: Oliwia Radlak

One thought on “A to było tak… – relacja ze spotkania z Różą Wigeland”
  1. Szczera i ujmująca relacja ze spotkania, widzę potencjał dziennikarski. Miło było uczestniczyć w tym wydarzeniu. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.